Opowieści z Martwego Świata - Mike

Zaktualizowano: lip 28


Ebook
.rar
Download RAR • 80KB

Zwrotnica zaczynała swoją historię jako małe siedlisko, w którym zamieszkali wierni Krzakowi strażnicy, uciekający ze Wspólnoty po wyrzuceniu ich wodza. Z początku niewielka grupa bardzo szybko zaczęła się rozrastać. Najpierw powiększyła się na skutek przyjęcia części ocalałych z Autobusu do Wolności, a później uchodźców ze swojego dawnego domu. To jednak ciągle nie był koniec. Miejsce bardzo szybko zostało oficjalnie określone mianem ''Najbezpieczniejszego w Krańcowie'' bo z niewyjaśnionego powodu, wszyscy niewykształceni z Zatorza zupełnie zniknęli. Skutkowało to jeszcze większym napływem potencjalnych chętnych do zamieszkania w jego obrębie i wskutek czego, Zwrotnica stała się nie mniej liczna niż dawna Wspólnota.

Jak każda rozrastająca się społeczność nowa Zwrotnica potrzebowała przywódcy. Lidera, który poprowadziłby ją, zapewnił przetrwanie i utrzymał mieszkańców w ryzach. Stanowisko to wiązało się więc z licznymi obowiązkami, nie dając w zamian wymiernych korzyści. Z tego względu nie było niczym zaskakującym, że chętnych do wzięcia na siebie tej odpowiedzialności było jak na lekarstwo. Doprowadziło to do sytuacji, w której pieczę nad miejscem zaczęła sprawować osoba nadana z zupełnego przypadku…

Mike otworzył szeroko oczy, czując w gardle suchość tak przytłaczającą, jakby cały wczorajszy wieczór bawił się w połykacza ognia. Ledwo powstrzymując bolącą głowę przed natychmiastową implozją, usiadł powoli, opierając ramiona na kołdrze. - Kurwa... dlaczego ja nigdy nie mam umiaru - westchnął, rozglądając się po pokoju i wspominając ilość wódki, którą dzień wcześniej wlał w siebie.

Obracając głowę, najwolniej jak potrafił, zauważył, że Weroniki nie było już w łóżku. Jasność przebijająca się przez zasłonięte okna dawała do zrozumienia, że zbliża się południe, a wczorajsza ‘’narada’’ przeciągnęła się dłużej, niż myślał.

- Pić…- wyszeptał, rozglądając się z nadzieją za jakąkolwiek pozostawioną szklanką wody.

Gdy mdłym wzrokiem obiegał pomieszczenie, zobaczył, że na szafce nocnej ktoś postawił butelkę z piwem. Uradowany doskoczył do niej, otwierając natychmiast by złapać tak potrzebnego ''klina''. Podnosząc ''eliksir życia'' zobaczył krótką notkę, zapisaną pismem Weroniki.

Lecz się żulu :p

Widząc, narysowaną przy tekście buźkę z wypiętym językiem, zrozumiał, że grzechy poprzedniego wieczoru zostały mu już wybaczone. - Jesteś boska Wiewióreczko - stwierdził, radośnie łapiąc kolejny łyk.

W znacznie lepszym humorze kontynuował więc swoją kurację. Dopiero w połowie butelki przypomniało mu się, co było powodem wczorajszego spotkania. Ta pojedyncza myśl przekreśliła z miejsca całą radość wywołaną prezentem i liścikiem od ukochanej.

Ledwie dzień wcześniej zebrał się ze swoimi kompanami z byłej Wspólnoty, by przy butelce omówić kwestię jego dalszego sprawowania ''władzy''. Od dłuższego już czasu Mike miał dość tej ciągle narastającej odpowiedzialności. Niestety skończyło się to dokładnie tak, jak kończyło się za każdym razem. Żaden z byłych strażników ani myślał, by wziąć na siebie ten obowiązek, a o oddaniu władzy komuś spoza ich kręgu nikt nie chciał nawet słyszeć. Chcąc nie chcąc Mike został ponownie przymuszony do dalszego dzierżenia tytułu Burmistrza Zatorza''.

Przykładając sobie chłodną butelkę do czoła, by nieco ulżyć bólowi, zadał sobie pytanie które dręczyło go już od dłuższego czasu. - Jak ja się w to dałem wpakować?

W tym momencie drzwi do jego pokoju otworzyła Weronika. - Nie śpisz już rybko? - spytała, podchodząc do łóżka.

Mike widząc dziewczynę, uśmiechnął się mimo fatalnego samopoczucia i faktu, że pół piwa, zamiast poprawić, pogorszyło jego stan. - Trudno powiedzieć, bo za każdym razem jak cię widzę, nie mogę uwierzyć, że nie śnie... - rzucił zalotnie.

Weronika odwzajemniła uśmiech i siadając na kołdrze, pocałowała go w głowę. - Lepiej ci trochę? - spytała czule, mierzwiąc palcami jego ciemną czuprynę.

- Jeszcze nie wiem...- odparł Mike. - … ale słyszałem, że okład z młodych piersi bardzo pomaga na wszystkie dolegliwości.

Wykorzystując okazję, mężczyzna wcisnął się w bluzkę ukochanej, jakby chciał schować się przed złem Nowego Świata.

Dziewczyna pokręciła głową dając mu prztyczka w ucho. - Gdybyś wczoraj przyszedł zanim usnęłam, dostałbyś coś więcej niż okład - wyszeptała czerwieniąc się.

Mike wciąż wtulając się w dziewczynę, stwierdził, że to pomogło mu dużo bardziej niż jakiekolwiek piwo.

Ich romantyczną chwilę przerwało jednak pukanie do drzwi. Oli zajrzała do środka nie czekając nawet na zaproszenie, a Mike ledwo zdążył wyciągnąć swoją twarz z krągłości Weroniki.

- Chciałeś się z mną widzieć - stwierdziła przybyła dziewczyna, spoglądając pustym wzrokiem na siedzących w łóżku.

- Tak...? - spytał Mike, po chwili przypominając sobie, że rzeczywiście w trakcie wczorajszego pijackiego amoku, poprosił Oli by spotkała się z nim rano. - Tak, tak... Wiewióreczko, muszę cię przeprosić mam jedną sprawę do obgadania - wyjaśnił, podnosząc się natychmiast.

Weronika skinęła głową, spoglądając niepewnie na swoja dawną towarzyszkę z autobusu, która znikała właśnie w korytarzu.

Mike przebrał się w międzyczasie i jednym haustem dopijając piwo, wyszedł za gościem do przedpokoju.

Oli stojąc w przejściu przyglądała się jednemu z plakatów ''Fantasy'', które Mike rozwieszał po całym budynku. Gdy mężczyzna zbliżył się, spoglądając w pozbawioną jakiejkolwiek emocji twarz dziewczyny, poczuł, że skóra cierpnie mu na plecach.

Od momentu, gdy poznali się po raz pierwszy, Oli zmieniła się właściwie nie do poznania. Jako członkini Autobusu do Wolności, była radosną niepoprawną optymistką z głową pełną szalonych pomysłów i niespożytymi pokładami energii. Po rozpadzie organizacji i wszystkim, co ją spotkało po uprowadzeniu na dawne Zarzecze, stała się swoim całkowitym przeciwieństwem. Na jej twarzy w ogóle nie gościł już uśmiech. Dawniej pełne życia oczy stały się tak szare i puste tak, że przywodziły Mike'owi na myśl, spojrzenia niewykształconych. Krótkie kolorowe sukienki, które nosiła, i T- shirty z dziwnymi sloganami, zastąpiły jednolite czarne stroje. Tylko włosy, które wciąż farbowała na czerwono, przypominały o jej dawnym ekstrawaganckim stylu bycia.

Największą zmianę dziewczyna przeszła jednak w swoim podejściu do ludzi. Oli była niegdyś jedną z tych, które ''kochały” wszystkich. Szybko przywiązywała się do nowo poznanych osób, bardzo łatwo obdarzała spotkanych ludzi zaufaniem, a przy tym była nie zwykle wylewna. Każdy, kto przebywał dłużej w jej towarzystwie, był wielokrotnie przytulany, głaskany i mógł liczyć na pocieszanie w trudnych chwilach. Teraz do ludzi podchodziła nie ufnie i z dużym dystansem, a nawet przypadkowe otarcie w korytarzu zdawała się traktować z odrazą.

Mike'a, który opiekował się dziewczyną na prośbę swojego przyjaciela Dzikiego, przez długi czas bardzo to martwiło. Finalnie uznał jednak, że stan dziewczyny i tak poprawił się znacząco od momentu, gdy jego kompan przyprowadził ją do Zwrotnicy po raz pierwszy. Tuż po uratowaniu Oli praktycznie nie mówiła, większość czasu spędzała, leżąc pół przytomna w łóżku, a zmuszenie jej do jedzenia graniczyło z cudem.

Chociaż Mike swoją rolę opiekuna traktował bardzo poważnie, niezbyt lubił przebywać w jej towarzystwie. Po pierwsze dlatego, że nie miał pojęcia, jak rozmawiać z kimś, kto przeżył aż tyle, a po drugie był osobą odpowiedzialną za śmierć jej brata. O tym na szczęście sama Oli nigdy się nie dowiedziała.

Dlaczego więc Mike zaprosił ją do siebie w trakcie wczorajszego pijaństwa? Bo gdy odchodził rozczarowany wynikami narady ze swoimi kompanami, w jego nietrzeźwej głowie narodził się pomysł szalony, ale dający nadzieję na zrzucenie z siebie jarzma przywództwa. Gdy jego przyjaciel Dziki był jeszcze strażnikiem Autobusu do Wolności, kilka razy wspomniał mu, że to Oli była tak właściwie przywódcą ich grupy i chociaż to Kuba teoretycznie zarządzał wszystkim, to do dziewczyny należało zawsze ostatnie słowo.

Oczywiście, gdy była jeszcze tą '' zakochaną w świecie'' wersją siebie, Mike nigdy nie zaproponowałby jej tego, co miał zamiar zaproponować za chwilę. Nowa ''zimna'' Oli była jednak dla niego idealną osobą, by wcisnąć rządzenie Zwrotnicą właśnie w jej ręce.

Układając sobie w głowie, jak przedstawi te dość niespodziewaną propozycję, zaprosił dziewczynę gestem by przeszli na balkon. Mijając przeszklone drzwi, stanęli przy barierce mając w zasięgu wzroku nasyp kolejowy i całe pseudo miasteczko powstające w tym miejscu.

Granice Zwrotnicy rozciągały się wzdłuż torów, które zakłócały Prawo Trzech i uniemożliwiały niewykształconym wyczucie zgromadzonych tu ludzi, a tych jak na standardy Nowego Świata było już naprawdę dużo. Nagromadzeni na tym skrawku terenu osadnicy, zajmowali już nie tylko wszystkie domy, ale każdy garaż, a nawet przydomowe altanki. Na niektórych podwórzach paliły się ogniska, a buczenie pokrytych błędem szyn, mieszało się z gwarem rozmawiających na zewnątrz ludzi.

- Stało się coś złego prawda? - spytała nagle Oli, przerywając panującą między nimi ciszę.

Zaskoczony Mike złapał się natychmiast za tył głowy, parskając przy tym głupio jak przyłapane na czymś dziecko. - Nie... dlaczego? Skąd ten pomysł? - dopytał patrząc bez pewności na dziewczynę.

- Bo nigdy nie rozmawiasz ze mną sam na sam - odparła bez pardonowo, a Mike słuchając dalej opuścił zawstydzony głowę. - Jak chciałeś sprawdzić co u mnie, wysyłałeś którąś z papużek, albo przychodziłeś razem z Weroniką - dodała beznamiętnie. - Gdy przyprowadziłeś mnie tu by porozmawiać na osobności, pomyślałam, że Dziki nie żyje i chcesz mi o tym powiedzieć...

Mike poczuł w tym momencie jeszcze większe ciarki na plecach niż wcześniej. Nie tylko dlatego, że dziewczyna doszła do tak strasznego wniosku, ale przede wszystkim przez to, jak chłodno do tego podeszła. Pomyślał nawet przez chwilę, że może zbyt mocno zagalopował się ze swoimi planami. Oddanie rządów w ręce kogoś ‘’zimnego’’ to było jedno, ale przekazanie ich komuś w ogóle wypłukanemu z emocji nie wydawało mu się dobrym pomysłem. Mimo to spróbował, chociaż dowiedzieć się jak dziewczyna zareaguje na propozycję.

- Nie chodzi mi o Dzikiego - powiedział w końcu. - Sam ciągle zastanawiam się co się z nim właściwie dzieje. Próbuję wierzyć, że plotki to plotki... Nie ma żadnego ''Zbawiciela'' kontrolującego niewykształconych, a on po prostu odpoczywa gdzieś, po tym wszystkim, co przeszedł.

- Jesteś naiwny, jeśli tak myślisz - stwierdziła bez ogródek dziewczyna. - Myślisz, że to przypadek, że nie ma tu Niewykształconych? Że omijają nas wszystkie pogodowe anomalie? Byłeś jego przyjacielem, więc chroni cię, nawet po tym, co się z nim stało...

Mike słysząc to, zmarszczył czoło, opierając się o barierkę balkonu. Od zakończenia konfliktu z Zarzeczem nie miał z Dzikim żadnego kontaktu. Słyszał jedynie plotki...masę plotek. Weterani przedzierający się przez Centrum często wspominali o mężczyźnie podróżującym pośród niewykształconych, szerzyły się pogłoski o tajemniczych zniknięciach samotników albo atakach potworów na obozowiska tak skoordynowanych, że musiała stać za nimi jakaś inteligentna jednostka. Czy jednak naprawdę za to wszystko odpowiadał Dziki?

Jedynymi osobami, co do których Mike był pewien, że mogłyby udzielić odpowiedzi na to pytanie byli Daniel i Pierwszy. Obaj pozostawali jednak poza jego zasięgiem.

Chociaż teoretycznie zawieszenie broni nie zostało zerwane, Daniel i jego Armia wciąż budzili ogromną niechęć, zarówno wśród dawnych weteranów z centrum, jak i nowych przybyszów z Zarzecza. Ci pierwsi doskonale pamiętali plany Daniela dążące do eliminacji większości z nich. Ci drudzy, chociaż teoretycznie wyzwolili się dzięki niemu spod władzy Magistratu i Zwiadowców, nie mogli tak po prostu przełknąć bezpardonowego podejścia do cywili, jakie Armia miała w trakcie walk. Nawet do Zwrotnicy doszły przerażające opowieści o zagazowaniu szpitala i śmierci dziesiątek ludzi, którzy nie brali nawet udziału w walkach. O wymianie informacji z ludźmi podległymi Danielowi, można więc było zapomnieć.

Z kolei Pierwszy, który zniknął zaraz po kapitulacji Magistratu, zaszył się gdzieś tak głęboko, że zaczęły nawet krążyć pogłoski o jego rzekomej śmierci. W to jednak Mike nie wierzył, bo wiedział doskonale z opowieści Dzikiego, że mężczyzna był mistrzem w ukrywaniu się.

Nie mniej jakakolwiek szansa na poznanie prawdy, była obecnie niemożliwa. Mike nie chciał więc ciągnąć, tego wzbudzającego w nim masę niepewności tematu i wrócił z rozmową do wątku w którym mógł się chociaż trochę wypowiedzieć. - Oli, nie chciałem cię unikać...- zaczął się spokojnie tłumaczyć. - Ja po prostu... No co tu dużo mówić, jestem trochę pajacem... Nie lubię poważnych rozmów, bo od nich siwieje. Nawet teraz czuję, że będę musiał wyskubać ze trzy białe włosy z grzywy... Nie umiem pocieszać ani zachować zbyt długo powagi - westchnął. - I zdaję sobie sprawę, że w kiepskich chwilach te moje durne podejście, może zacząć irytować. Dlatego wolałem trzymać się od ciebie z daleka... Co nie znaczy, że się nie martwiłem... Bo się martwiłem. Naprawdę!

Dziewczyna nie odpowiedziała, a po jej minie ciężko było ocenić czy słowa Mike’a ją przekonały. Opierając się o barierkę, zerknęła na krążących w oddali ludzi i zupełnie zmieniła temat. - Zwrotnica rośnie każdego dnia, nie długo ilość zapasów po tej stronie nie zdąży się odnawiać, by ich wszystkich wyżywić…

- Wiem - westchnął Mike, dla którego ten problem był jednym z palących, jeżeli chodziło o sprawy Zatorza. - Za późno zaczęliśmy kontrolować ilość napływających tu ludzi, a teraz nie usuniesz stąd nikogo choćby siłą.

Słysząc to, Oli spojrzała na niego bez przekonania. - Mylisz się. Siłą usuniesz stąd ludzi bez najmniejszego problemu. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas... Na razie jako społeczność właściwie nie istnieją. Nie opowiedzą się więc wspólnie przeciwko wam. Musicie tylko dopilnować, by usuwać całe grupy związane ze sobą przynależnością, oczywiście tłumacząc pozostałym mieszkańcom, że to dla ''wspólnego dobra i przetrwania''... Przy okazji należy napomnieć, że każda ingerencja w wasze działanie będzie karana biletem na tamtą stronę torów i po problemie...

- ...To nie powstrzyma nikogo przed powrotem tutaj - wtrącił Mike. - Jak nie będą siedzieć w samej Zwrotnicy, to pójdą sobie w głąb osiedla i tam dalej będą wyżerać zapasy z Zatorza.

Oli wychyliła się przez barierkę, spoglądając na ludzi pod spodem.- Moglibyście zatrzymać ich po tamtej stronie. Przecież przejść przez torowisko da się tylko w kilku miejscach. Oczywiście musielibyście zrobić coś, czego nie robiliście do tej pory, zacząć pilnować swoich granic...

Mike odetchnął ciężko, opuszczając ciągle jeszcze bolącą głowę. - Ja się do tego nie nadaję Oli. Jestem strażnikiem, nie przywódcą... Przez cały okres swoich niby ''rządów'' nie wymyśliłem tyle, ile ty wymyśliłaś w trakcie tej rozmowy.

- Bo jesteś leniwy - wygarnęła dziewczyna. - Nie brakuje ci charakteru, a myśleć też potrafisz. Po prostu ci się nie chce... Wolisz zrobić swoje, a potem wypić piwko w barze albo położyć się spać obok Weroniki. Przywódca to natomiast praca, która się nie kończy. To coś, do czego nie przywykłeś.

- Masz rację - przyznał Mike, dotykając czołem chłodnej barierki.

- Nie rozumiem tylko, czemu rozmawiasz o tym ze mną. Do zwierzeń masz chyba swoją ‘’Wiewióreczkę”...- stwierdziła chłodno Oli.

Mike w tym momencie wyprostował się, zbierając siły, by powiedzieć to, co od początku chodziło mu po głowie. - Bo chciałem ci zaproponować, żebyś zajęła moje miejsce.

Na twarzy Oli po raz pierwszy od dłuższego czasu zagościła jakaś emocja. Dziewczyna wydawała się naprawdę zaskoczona, a Mike zastanawiał się, czy to dobrze, czy źle. Po chwili dłuższego milczenia obróciła się w jego stronę. - Musisz być naprawdę zdesperowany, skoro pytasz się o to mnie... Nikt z dawnych strażników Wspólnoty nie jest zainteresowany?

Mike pokręcił głową, łapiąc się jednocześnie za kark. - Nie. Każdy twierdzi, że się do tego nie nadaje, a o przywódcy spoza naszego kręgu nie chcą nawet słyszeć...

- I myślisz, że zaakceptowali by mnie? - zapytała dziewczyna.

- Jeszcze im o tym nie wspominałem, nie chciałem zaczynać tematu jeśli nie byłabyś zainteresowana - wyjaśnił Mike.

Oli ponownie omiotła wzrokiem Zwrotnice. Jej mina zrobiła się nie przenikniona, a w oczach zagościł od dawna niewidziany blask. - Nie dam ci odpowiedzi od razu – stwierdziła. - Muszę to przemyśleć... Zastanowić się, czy chce jeszcze coś zaczynać w swoim życiu, ale na razie nie mówię nie.

- To pocieszające...- westchnął Mike. - Jeżeli się zdecydujesz, przekonam chłopaków... a teraz chyba pójdę leczyć kaca dalej.

***

Ranek minął błyskawicznie, a wieczór przyniósł chłód i wytchnienie dla wracającego do sił Mike'a. Ponieważ po ‘’chorobie’’ nie było już śladu, postanowił on nie spędzać kończącego się dnia, na przesiadywaniu w swoim przymusowym królestwie. Wykorzystując swoją stałą wymówkę, jaką było „doglądanie okolicy”, udał się wprost pod wiadukt gdzie mógł w spokoju posiedzieć i zapomnieć na chwilę o tym, że po powrocie czeka go ponowne odgrywanie roli przywódcy.

Było to jego ulubione miejsce na całym Zatorzu. Siedząc na wysokim wsporniku miał w zasięgu wzroku spory kawałek okolicy, więc nic nie mogło zaskoczyć go nagłym pojawieniem się. Był jednocześnie dość blisko bazy by móc szybko wrócić gdyby w jego domu stało się coś złego i dostatecznie na uboczu by nikt nie trafił tu na niego przypadkowo.

Obserwując naładowane absurdalną elektrycznością tory, jedną ręką w spokoju popijał piwo, a drugą bawił się podręcznym radiem. Szum wydobywający się z głośnika, przechodził co chwila w niewyobrażalny pisk, zależnie od tego jak silnie naładowane było obecnie torowisko.

W pewnym momencie Mike’owi przypomniało się coś, co obiecał sobie robić, za każdym razem gdy będzie tu przesiadywał. Wsłuchując się w ''buczenie'' torów, próbował wychwycić moment, w którym natężenie prądu będzie w nich najsłabsze. Radiostacja Zwrotnicy miała moc dostateczną by przebić się przez zakłócenia które wywoływały, ale podręczne radia jak to które miał przy sobie, były zbyt słabe by nadawać na tamtą stronę gdy błąd był u szczytu mocy. Gdy po kilku minutach szyny praktycznie ucichły, co świadczyło, że prąd w nich przez chwilę zamarł, podniósł szczekaczkę wołając - Knypeek, knypeek... knypeek, knypeek... Jeśli jesteś gdzieś w pobliżu, czekam w naszym piwnym miejscu tylko po drugiej stronie. Mam sześciopak i ochotę na zakopanie wojennego topora…

Po kilku sekundach spokoju, błąd znowu nabrał na mocy, a z radia dobiegł wręcz niewyobrażalny rumor. - No to poczekamy... - stwierdził Mike, łapiąc za kolejną butelkę.

Następne dwie godziny spędził na powolnym dopijaniu przyniesionego alkoholu i wywoływaniu tajemniczej postaci, za każdym razem gdy tory się uspokoiły. Dzień kończył się jednak tak samo jak piwo i nadzieje na to, że wiadomość dotarła do swojego odbiorcy.

Mike cisnął ostatnią butelką w stronę torów, a te zareagowały strzelając widowiskowym łukiem elektrycznym między szynami. - Czas się zbierać... DOBRANOC CENTRUM! - krzyknął na koniec, a jego słowa przeniosły się echem na drugą stronę.

W tym samym momencie ktoś zawołał. - CZEGO TE MORDĘ DŻESZ KRETYNIE!

Słysząc znajomy głos, Mike uśmiechnął się pod nosem i usiadł z powrotem na miejscu. Po chwili na półkę wspiął się weteran w starym mundurze sił specjalnych. Widząc go mężczyzna odpowiedział natychmiast z teatralnym wyrzutem. - Maniek, wieśniaku! Dwa tygodnie tu już na ciebie czekam...

- A myłeś się w międzyczasie? - spytał weteran siadając obok.

- Nie! Stwierdziłem, że jak będę jebał poczujesz się jak w domu - odparł natychmiast Mike.

- Najebać to ja ci powinienem, za to jak mnie przez radio wołałeś! - wypomniał Maniek, spoglądając smutno na pusty kartonik po piwach.

Mike spojrzał na niego mętnym wzrokiem. - No jak wołałem? Przecież wszyscy tak do ciebie we Wspólnocie mówiliśmy...

- NIKT TAK DO MNIE NIE MÓWIŁ! - zaprotestował mężczyzna.

W tym momencie Mike uderzył się otwartą dłonią w czoło. - A no tak... My tak z chłopakami na ciebie mówiliśmy, jak cię w pobliżu nie było!

Maniek pokręcił głową sięgając do swojego plecaka i wyciągnął z niego dwa piwa. - Tak przewidywałem, że nie poczekasz...- stwierdził, podając Mike'owi jedną z puszek.

Ten chwycił ją natychmiast, tłumacząc się jednocześnie. - Od dwóch godzin tu siedzę! Co miałem robić? Rysować?

Mężczyźni siedzieli przez chwilę popijając piwo i gapiąc się w międzyczasie na tory.

- Czemu się właściwie odezwałeś? - spytał w końcu Maniek. - Myślałem, że po tej akcji we Wspólnocie nie będziesz mnie chciał więcej na oczy oglądać...

Mike zmarszczył czoło zastanawiając się nad tym przez chwilę. Na to pytanie nie było jednoznacznej odpowiedzi. Może po tym jak stracił nadzieję na ponowny kontakt z Dzikim, zaczęło mu podświadomie brakować kogoś pełniącego rolę przyjaciela? Może w tym momencie właśnie jego kielich goryczy się przepełniał i potrzebował wygadać się przed kimś? Mimo wszystko postanowił nie dzielić się takimi spostrzeżeniami z przybyłym mężczyzną, odpowiedział więc najprościej jak potrafił. - Nie wiem... Nie licząc Krzaka, to z tobą trzymałem się tutaj najdłużej. Byliśmy dobrą drużyną, zanim to się spieprzyło… Teraz tak myślę, że może trochę za mocno zareagowałem...

- To mi kurwa nos naprostuj! - wypomniał Maniek, a Mike' zacisnął natychmiast pięść.

- Mam spróbować? - spytał, uśmiechając się.

- Pierdol się. Wiesz jak przez to teraz chrapię? - spytał retorycznie mężczyzna, wyciągając z plecaka kolejne piwo. Przez chwilę Maniek wyglądał na naburmuszonego, ale po chwili spojrzał na Mike'a dość niepewnie. - Tak szczerze i najszczerzej to sam chciałem do ciebie podejść we Wspólnocie i o tym pogadać, ale jak się na mnie za każdym razem patrzyłeś jakbyś mi znowu chciał nos przestawiać, to dawałem sobie spokój.

Mike zamieszał resztką piwa w puszce, opróżniając ją po chwili do końca. - Nie miałem dystansu chłopie. Tak sobie jakoś w głowę wbiłem, że muszę się zająć Dzikim, że nie nawet nie myślałem... A przecież czy nie miałeś racji? Sprowadzenie wtedy Delimera do Wspólnoty to byłby koniec, ale to był mój kumpel i wiesz...

- Taa... wiem - odparł Maniek. - Mi też później było głupio. Nawet Krzak dał mi do zrozumienia, że nie rozegrałem tego jak powinienem. No i w sumie wykopał mnie ze strażników...

- ...Sam się wykopałeś! - wtrącił Mike. - Kazałeś mu wybierać między nami, a ja byłem z nim od początku! Czego się spodziewałeś? - spytał, spoglądając na Mańka ironicznie.

Ten zupełnie niespodziewanie odparł - Że nas pogodzi...

Słysząc to Mike, wydał z siebie nie pewne. - Co? - a Maniek kontynuował dalej.

- Myślałem, że ściągnie nas obu do siebie, posadzi przed tym swoim biurkiem i powie '' Maniek, nie powinieneś był tak zrobić, ale rozumiem czemu tak postąpiłeś. Zrozum też Mike'a to był jego kumpel, a teraz obaj przestańcie się kłócić i idźcie po zapasy bo nikogo innego nie umiem do tego zmusić'' - powiedział, udając jednocześnie głos Krzaka.

Mike roześmiał się opluwając przy okazji całą kamizelkę kuloodporną. - O kurwa, ale ty go chujowo udajesz... Krzak to byłby raczej tak. ''Chłopaki, to już ostatnia prosta zanim powstaną mury... Teraz to zobaczycie, wszystkich ZWERYFIKUJĘ i ich starania... A teraz idźcie po te zapasy bo to zobaczycie oni będą ZWERYFIKOWANI!''

Teraz Maniek wybuchł śmiechem krztusząc przy tym chwilę. - O Jezu pamiętasz to? I te jego weryfikację? Ja pierdolę przecież oprócz mnie on nikogo nie wyrzucił! Większość tych ciołów sama podchodziła jak Wspólnota się rozwinęła.

- Bo Krzak to był dobry koleś... - westchnął Mike, z żalem wspominając swojego dawnego lidera.

- No właśnie! - potwierdził Maniek. - Był za dobry! Co z tego, że miał pomysły i umiał się wydrzeć, jak nigdy potem nie stawiał na swoim. Groźby są skuteczne dopóki wszyscy myślą, że je spełnisz, a on tylko przemawiał i przemawiał...

- Bo liczył, że nas przekona do walki o wspólną sprawę, a nie do niej zmusi - wtrącił Mike,

Maniek myślał przez chwilę wpatrując się w swoje buty.- Wiesz jak jest, jednych nie trzeba przekonywać, a na innych nawet groźby nie pomogą. No, a TY panie burmistrzu? Jak sobie pan radzisz? - spytał niespodziewanie.

- O boże... nie gadaj, że o tym słyszałeś - jęknął zażenowany Mike.

- A pewnie, że słyszałem. Burmistrz Zwrotnicy z pierwszą damą przy boku - stwierdził Maniek, a Mike ukrył twarz w dłoniach.

- Kurwa chłopie, ja się wcale o to nie prosiłem... do tej pory nie mam pojęcia kiedy oni mnie wcisnęli w to całe rządzenie - jęknął mężczyzna, wciąż ukrywając twarz.

- Poważnie? - spytał Maniek. - To jak to się stało, że makowca z tobą jedzą?

- Bo ja wiem? - odparł Mike. - Niby odejście ze Wspólnoty to był mój pomysł, ale myślałem, że rządzimy wszyscy razem. Co prawda chłopakami czasem wpadali i pytali ''Co robimy z tym?'' albo ''idziemy tu czy tam?'', ale cały czas myślałem, że oddaje głos, a nie decyduje. A tu się okazało, że oni od początku traktowali moje zdanie jako to ostateczne... no i mam - westchnął, gniotąc ze złości puszkę.

- To czemu nie zrezygnujesz? - spytał niski weteran.

- Bo nikt z chłopaków nie chce mnie zastąpić, a komu innemu miałbym przekazać władzę? - stwierdził poirytowany Mike, praktycznie rozpłaszczając puszkę. - Miałem co prawda taki przebłysk, żeby wcisnąć to całe rządzenie Oli, ale mam sporo wątpliwości.

- Mówisz o tej dziewczynie z autobusu, co ją potem porwali na Zarzecze? - dopytał Maniek, wyraźnie zainteresowany.

Mike skinął głową z miną która zdradzała, że sam nie jest pewny swojego pomysłu. - Tak, dokładnie o niej. Jeśli mam być szczery, a teraz już chyba mogę... To z Dzikiego był w tym autobusie co najwyżej cieć, bo to właściwie ona tam rządziła. Dlatego wydawało mi się, że będzie miała doświadczenie.

W tym momencie Maniek wtrącił z obelżywym uśmiechem. - Tylko, że z tego co słyszałem to z niej jest taki trochę ''cukiereczek''. Przywódcy bez charakteru nie dałbym wielkich szans.

Mike w tym momencie prychnął. - Z tego cukiereczka to już nie wiele zostało. Teraz to jest jakiś bezduszny robot. Przed tym jak złożyłem jej propozycję, zaczęła mi tłumaczyć jak powinienem wyrzucać ludzi z Zatorza...

- Ładnie - podkreślił Maniek. - Może w takim układzie masz swoją szansę. Jak w ogóle zareagowała na propozycję?

- Powiedziała, że to przemyśli...- odparł Mike z wyraźną nadzieją w głosie. - A ty? Gdzie bywałeś, co widziałeś? Opowiadaj tylko nie ściemniaj!

- A co mam ci ściemniać? - westchnął Maniek. - Myślisz, że przeżywałem jakieś nieziemskie przygody? Jak się nie jest idiotą i nie szuka się na siłę kłopotów, to sobie można w Krańcowie wieść całkiem spokojne życie.

- Jakoś mi się w to wierzyć nie chce - zaprotestował Mike, na co Maniek odparł natychmiast.

- To popatrz na mnie! Poszedłem po prostu za szkołą Pierwszego i zamiast przeżerać co zarobiłem u Siwego, szykowałem sobie alternatywę za murami. Potem jak mnie wywalił z Faktorii bo się zrobiło ciężko, miałem przygotowaną bezpieczną kryjówkę w której mogłem siedzieć cały miesiąc. Oczywiście zamiast to po prostu zmarnować, zacząłem sobie trochę dorabiać i teraz słuchaj... Mam już ze trzy kryjówki pełne zapasów, chodzę sobie co jakiś czas dorobić jako ochroniarz dla jakiegoś handlarza, czasem złapie jakieś zlecenie specjalne...

- ...A to specjalne zlecenie, to co takiego? - wtrącił Mike. - Płyty z muzyką ze Starego Świata?

- Relikty - odparł Maniek.

Słysząc to zainteresowanie Mike, natychmiast przycichło. - Mówisz o tych wiecznie dzwoniących telefonach albo żarówkach które świecą się bez prądu? - wtrącił ironicznie. - Kto ci za to da chociaż złamanego pensa?

- Żarówki? Telefony? - prychnął Maniek. - Ty to chyba żyjesz jeszcze w roku czwartym... Kiedy my olewaliśmy ten temat po całości, na Zarzeczu miałeś cały przemysł oparty na Reliktach. Słyszałeś kiedyś o Plasibo?

- Chodzi ci o to, że jak sobie wmówię kaca po słabym alkoholu, to będę go miał? - dopytał Mike, a Maniek pokręcił głową.

- Plasibo to Relikt pochodzący z Zarzecza... - odparł. - W Starym Świecie, jakaś tam firma farmaceutyczna wypuściła partię soli fizjologicznej, która miała na opakowaniu źle wybitą datę ważności i lek zamiast do 2008 był rzekomo ważny do 2800.

- Jakie to ma znaczenie? - wtrącił Mike, który dalej nie widział w tym nic szczególnego.

- Takie, że Nowy Świat ten zwykły błąd w sztuce przemienił w istny cud - wyjaśnił Maniek. - Ta zwykła ''sól fizjologiczna'', działa teraz jak lekarstwo na każdą chorobę i dolegliwość. Niestety do tej pory potwierdzone jest istnienie tylko trzech opakowań i wszystkie zostały już zużyte...- opisał z wyraźnym podnieceniem. - A to tylko jeden z Reliktów który odkryli na Zarzeczu! W domach Centrum mogą kryć się jeszcze prawdziwe cuda na które do tej pory nikt nie zwracał uwagi. Dlatego teraz jak idę gdzieś trzepać jakiś budynek to nie patrzę tylko za jedzeniem i wodą. Oglądam każdą półkę, przepatruje dziecięce zabawki, przeglądam...

- ...Kosze z brudną bielizną...- wtrącił ciągle nieprzekonany Mike.- Majtki też czasem wyjmę i wąchne - dodał, udając jakby kontynuował opowieść za rozmówcę. Maniek zrobił marsową minę.

- Ty to kurwa jesteś łom... - warknął zirytowany weteran. - Jak sobie wbiłeś do tej głowy, że błędy są złe, to choćby któryś uratował ci życie i tak będziesz je opluwał!

- Bo NIE MA cudów bez konsekwencji!- stwierdził dobitnie Mike. - Prędzej czy później okażę się, że twoja sról fizjodupiczna powoduje raka albo jakiś turbodefekt!

- Kurwiu to chodź ze mną i się przekonaj! Pokazałbym ci masę rzeczy, od których gały by ci wypadły z orbit! - rzucił wyzywająco Maniek. - A nie czekaj zapomniałem, pan ''burmistrz'' nie zostawi swojego domku i ciepłych kapci. Przecież musisz wrócić wieczorem na kolacyjkę i klapsika w pupkę od żony...

Mike słysząc to nachmurzył się. O niczym innym nie marzył tak bardzo, jak o wyrwaniu się z Zatorza chociaż na chwilę. - Nawet nie wiesz co bym oddał, żeby się trochę z tobą powłóczyć, ale nie zostawię Weroniki i Zwrotnicy…

- Bo pipa się z ciebie zrobiła i tyle - wyrzucił Maniek.

Mike poderwał się natychmiast zaciskając pięści. - Pipa?! PIPA?! Jestem kurwa bardziej weteranem niż ty byłeś kiedykolwiek, kucharzyno ze Wspólnoty! Gdybym nie miał obowiązków, z palcem w dupie znalazłbym dwa razy więcej Reliktów niż widziałeś na oczy!

Maniek uśmiechnął się ironicznie. - Pierdolisz jak zawszę. Prawda jest taka, że nie wyściubisz już nosa za bezpieczne Zatorze jeśli ci żoneczka nie pozwoli…

- Coś się tak uczepił mojej Weroniki co? - warknął Mike. - Zazdrościsz bo od czterech lat nie miałeś cycka w rękach!

- Ty za to trzymasz pierwsze w swoim życiu i od razu dałeś sobie nimi zgnieść jaja! - zripostował Maniek.

Gdyby w tym momencie Mike był bardziej trzeźwy, na pewno nie powiedziałby tego co przyszło mu do głowy teraz. - CHCESZ ZOBACZYĆ MOJE JAJA?! To zostań dziś w Zwrotnicy! Jutro z rana ruszamy do Centrum, szukać tych Twoich reliktów!

- DOBRA! Ale jak się wycofasz, to oficjalnie jesteś pizdą i pantoflem!

***

- Nigdy więcej nie wypiję już nawet kieliszka…- zarzekał się Mike, który z bolącą głową stał przed drzwiami swojej sypialni.

Przez wczorajszą popijawę do Zwrotnicy wrócił razem z Mańkiem późno w nocy. Chociaż Zatorze było uznawane za bezpieczne, Weronika delikatnie mówiąc, nie przyjęła tego dobrze i Mike musiał odpokutować co swoje nie tylko kacem, ale nocą samotnie spędzoną na kanapie.

Dodatkowo teraz obciążony był wyzwaniem, które rzucił mu jego towarzysz. Po głowie ciągle chodziło mu, jak mógł dać się wciągnąć w te bezsensowną grę. Niestety w tym momencie nie mógł się wycofać, nie potwierdzając jednocześnie słów Mańka, który zdążył w trakcie drogi określić go jeszcze wieloma różnymi wariacjami słowa ‘’Eunuch”.

Biorąc głęboki oddech zapukał do sypialni, ale Weronika nie odpowiedziała. Otworzył więc drzwi i wsunął się do środka, myśląc, że dziewczyna jeszcze śpi. Jego luba siedziała jednak na łóżku, wpatrując się w odsłonięte okno.

- Wiewióreczko? - zagadnął Mike, chcąc sprawdzić w jakim humorze jest Weronika.

Dziewczyna odwróciła się, patrząc na niego podpuchniętymi oczami. Myślał, że w tym momencie czeka go powtórka wczorajszej awantury, ale Weronika wyciągnęła w jego stronę ręce jak małe dziecko które chce być wzięte na ręce.

Nie zwlekając podszedł do niej i podniósł ją do góry całując w czoło. Zignorował przy tym fakt, że podczas tego wysiłku jego głowa o mało nie pękła na pół.

- Nie chciałam cię wczoraj wyrzucić… - powiedziała Weronika, kładąc mu rękę na twarzy. - Byłam zła bo tak strasznie się martwiłam, a ty po raz kolejny wracasz pijany.

- Wiewióreczko ja…- zaczął Mike, ale dziewczyna nie dała mu dokończyć.

- ...Mike, ja wiem, że musisz mieć swoją przestrzeń i staram się jej nie ograniczać, ale to nie jest Stary Świat. Gdybyś wyszedł sobie z kolegą do baru nie powiedziała bym słowa, ale włóczyć się nocą po mieście pełnym niewykształconych…- usprawiedliwiała się dziewczyna.

- Na Zatorzu ich przecież nie ma - wtrącił Mike, ale Weronika nie dała się zwieść.

- Jesteś tego pewien? Możesz mi przysięgnąć, że nic ci tam nie groziło? - spytała.

Mike odłożył ją delikatnie na łóżka, siadając obok. - Nie mogę. Przecież wiesz, że w tym świecie nie można obiecać takich rzeczy.

Weronika westchnęła ściągając głowę chłopaka na swoje kolana. - Mike, Błysk zabrał mi rodzinę, a Nowy Świat przyjaciół z Autobusu, przeraża mnie myśl, że mogłabym stracić ciebie!

- Wiewióreczko, ze mną nie tak łatwo - odparł mężczyzna, kładąc sobie dłoń dziewczyny na czole. - Przecież wiesz, że staram się nie pakować w kłopoty…

W tym momencie język Mike’a ścierpł. Problem był w tym, że właśnie miał zamiar wpakować się nie lada kłopoty. Przekonywał jednak samego siebie, że cała ta wyprawa którą planował z Mańkiem nie był tak ryzykowna jak mogła być.

Obaj byli doświadczonymi weteranami, a Maniek musiał doskonale znać okolice w której szabrował. Dodatkowo była to okazja na zdobycie czegoś naprawdę cennego. Jeżeli Relikty były tak użyteczne, to przecież istniała szansa na zdobycie takiego, który pomógł by wyrwać się Zwrotnicy z kryzysu.

- Marszczysz czoło…- stwierdziła Weronika. - Nad czym już tak rozmyślasz?

Mike wiedział, że nie może tak po prostu przyznać się gdzie ma zamiar się udać. W głowie układał więc drobne kłamstwo, które miało na celu ‘’oszczędzenie Wiewióreczce zmartwień’’.- Rozmawiałem z Mańkiem tym moim znajomym weteranem, o tym co zaproponowała wczoraj Oli...- zaczął tłumaczyć.

- Mówisz o odcięciu Zatorza? - dopytała Weronika.

- Tak - potwierdził Mike. - Ludzie przechodzą tu na dziko, osiedlają się i zabierają zapasy których potrzebujemy. Jeśli tak dalej pójdzie czeka nas głód. Musimy zablokować możliwość przedostawania się na naszą stronę nieproszonym gościom…

- To w ogóle możliwe? - spytała dziewczyna, wyraźnie targana wątpliwościami.

Mike widząc, że Wiewióreczka podchwyciła temat zaczął tłumaczyć z nadzieją, że nie wyczuje podstępu. - Przez tory można przechodzić tylko w określonych miejscach, tam gdzie błąd generuje najmniejsze napięcie czy tam natężenie. Trzeba by było przejść się wzdłuż osiedla pooznaczać te punkty i ustawić tam posterunki - wymyślał, dopasowując wizję Oli tak by móc usprawiedliwić swój zaplanowany wyskok. - Oczywiście ktoś musi to posprawdzać, chciałem przejść się z Mańkiem i…

- ...Dlaczego akurat ty? - wtrąciła Weronika. - Ciągle powtarzasz, że musisz zajmować się tutaj wszystkim. Może tym razem niech ktoś inny się wykaże?

Mike przeklął w głowie. To było oczywiste, że dziewczyna stanie w jego obronie. Tylko psuła mu tym cały gotowy plan. Na szczęście mężczyzna już od dawna był mistrzem w wymyślaniu kłamstw na poczekaniu. - Tak. Tylko, że mi chodzi raczej o to by dać Mańkowi się wykazać. Chciałbym, żeby dołączył do Zwrotnicy, ale tak oficjalnie by nie było wątpliwości, gdy już zaczniemy porządkować to miejsce i wyrzucać obcych z powrotem do Centrum…

- ...Macie zamiar wyrzucać stąd ludzi!? - spytała zaskoczona Weronika.

Ze względu na to, że było to tylko częściowe kłamstwo, Mike mógł skupić się na tej części która była dla niego wygodna. - Taki będzie niestety finał. Po tej stronie torów już teraz jest za dużo ludzi. Chcę żeby zostali tutaj tylko ci do których będziemy mieli zaufanie.

- Rozumiem…- westchnęła Weronika. - To kiedy chcecie ruszyć?

- Jak tylko trochę odsapnę - odpowiedział Mike, czując przy okazji, że popełnia właśnie straszny błąd.

***

Z drobną pomocą Mike’owi udało się, przeciągnąć pobyt Mańka w Zwrotnicy o kolejny dzień.

Dzięki naprędce zorganizowanemu spotkaniu ze znajomymi z dawnej Wspólnoty weteran chętnie zabawił na Zatorzu do następnego ranka i nie nagabywał zbyt mocno na wcześniejszy wymarsz.