Opowieści z Martwego Świata - Historia Pierwszego XI

Jedną z niewielu rzeczy, z których Pierwszy odczuwał w swoim życiu dumę, był fakt, że należał do osób oczytanych. Dochodząc do wieku Chrystusowego zdążył już pochłonąć masę książek przygodowych, fantastycznych oraz historycznych. Czytanie traktował zresztą jako odskocznię od swojego codziennego przykrego życia. Uwielbiał zanurzać się w świecie wyimaginowanych bohaterów, a nawet wyobrażać sobie, że przeżywa przygody równolegle z nimi.

W odróżnieniu jednak od pań w średnim wieku, które po lekturze harlekinów marzyły o romantycznym uniesieniu w ramionach bajkowego księcia, uważał się za osobę, która kategorycznie oddziela rzeczywistość od fikcji. Mimo, że sporo książkowych awanturniczek wywoływało u niego to charakterystyczne ‘’ściskanie” w dołku to w swoim sceptycznym do bólu spojrzeniu na życie uważał, że kobiety łączące atrakcyjne dla niego cechy są jedynie wymysłem literackim. Nie miały po prostu prawa zaistnieć w prawdziwym świecie.

W podobnie chłodny sposób podchodził zresztą do idei ‘’wielkiej miłości”. Szlachetne uczucie z książek, dla którego ludzie byli gotowi poświęcać się, cierpieć i zabijać nijak miało się dla niego do tego co oferowała rzeczywistość.

Jako osoba, która nie miała doświadczenia w związkach uważał, że ludzie dobierają się w pary z rozsądku. Ewentualnie łączy ich chęć posiadania dzieci, wzięcia kredytu na mieszkanie albo po prostu przyzwyczajenie. Nawet jeżeli ‘’uznawał’’ czasem istnienie czegoś co nazywał ‘’głębokim zauroczeniem’’ to traktował je raczej jako wyjątek niż regułę.

Z tego względu bardzo szybko zaszufladkował Czwartego i Piątą jako typową ‘’chwilową parę z przypadku”. Znając pobieżnie ich historię i fakt, że trafili do tego świata razem było dla niego oczywistym, że się ze sobą połączyli. Obserwując jednak sposób w jaki wzajemnie się traktowali był niemal przekonany, że nie trafił na jeden z tych ‘’zauroczonych” wyjątków i przy najbliższej okazji tenprzelotny związek się po prostu rozpadnie.

Jego pierwotna ocena została zachwiana przez dość niespodziewane wyznanie Kamila na balkonie. Z początku miał wrażenie, że chłopak chce tylko utrzymać konwenanse. Wspomnieć o tym, że martwi się o Dix, bo tak wypadało, a naprawdę celebrować wewnętrznie to, że udało mu się ocalić skórę. Ze wszystkich sił starał się więc wyłapać w jego słowach jakąś sprzeczność albo nieszczerość. Niespodziewanie im dłużej go słuchał tym bardziej wierzył, że może rzeczywiście czuje on coś do Piątej. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że chłopak doskonale zdawał sobie sprawę jak bardzo nie pasują oni do siebie.

W tym momencie Pierwszy pomyślał, że może problemem jest tutaj jednostronność tego uczucia. Może Czwarty rzeczywiście zadurzył się w Piątej, a ona zdała sobie po czasie sprawę, że jest z nim, bo po prostu wyratował ją z krytycznej sytuacji? To wyjaśniałoby mu przynajmniej ten chłód panujący między nimi. Ocena Pierwszego uległa jednak ponownej zmianie.

Gdy rozdzielona grupa spotkała się w mieszkaniu rannego mężczyzny, Dix zachowała się w sposób jakiego nigdy by się po niej nie spodziewał. Rozpłakana jak dziecko wbiła się w Kamila i gniotąc go jakby nie widzieli się tysiąc lat, nie była nawet w stanie wydusić z siebie słowa. W jej oczach nie było nawet cienia żalu mimo, że to przecież nierozsądny chłopak naraził ich na niebezpieczeństwo.

- Może nie powinienem tak szybko skreślać więzi między ludźmi… - pomyślał Pierwszy obserwując jak para praktycznie wchłania się w siebie.

Gdy prawie wszyscy obserwowali powitanie kochanków Drugi prześlizgnął się obok i z wyrazem niewyobrażalnej ulgi na twarzy, popatrzył na Pierwszego. – Cholera… Już się bałem, że przeze mnie zginąłeś… - stwierdził kładąc mu rękę na ramieniu.

Pierwszy ledwo powstrzymał się przed syknięciem z bólu. – Noc wciąż jeszcze trwa… - stwierdził cierpko.

Drugi popatrzył na niego wyzywająco i nabrał już powietrza by odpowiedzieć na to złorzeczenie, ale w słowo wszedł mu Kamil, który zaczął tłumaczyć się Dix. - Tak bardzo cię przepraszam. Nie chciałem nas w to wpakować. Nie chciałem, nie chciałem… Po prostu nie chciałem.

Dix oderwała się na chwilę od jego mostka i spoglądają mu w oczy wyszeptała.– To nieważne. Tak się cieszę, że nic ci nie jest… - Po słowach dziewczyny ponownie zaczęli się całować.

Dziewiąty, który stał tuż obok nich, spojrzał się wymownie w sufit. – Jezu… Nie pozżerajcie się czasem!

W tym samym czasie Ósmy przeszedł przez korytarz rozglądając się pobieżnie po pomieszczeniach. – Gościu, co to właściwie za miejsce? - spytał Pierwszego zerkając do kuchni na zastawiony zapasami blat. – Jedna z tych twoich kryjówek?

Pierwszy pokręcił głową. – Wolałbym najpierw wam powiedzieć, że nie jesteśmy tu sami... – pomyślał widząc jak chłopak idzie w stronę pokoju. Niestety, zachowanie Kamila i Dominiki nieco go zaaferowało, a teraz na jakiekolwiek tłumaczenie było już za późno.

Zgodnie z tym co przewidywał Ósmy dostrzegając w sąsiednim pomieszczeniu nieprzytomną postać zrobił zszokowaną minę i krzyknął. - O kurwa! Kto to jest? - W tym momencie nawet Dix przestała kleić się do Kamila i popatrzyła w stronę drugiego pokoju. Grzesiek minął Pierwszego jak zahipnotyzowany, a gdy tylko stanął w przejściu jego twarz po prostu skamieniała. Dopiero po dłuższej chwili przełknął ślinę i wydukał. – Człowiek… To jest człowiek…

Słysząc to Czwarta oderwała się całkiem od Piątego i razem z Dziewiątym stłoczyli się przy wejściu do pokoju. Przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał, a Pierwszy opierając się o ścianę odetchnął ciężko szykując na serię pytań, które musiały paść.

- Skąd on się tu wziął? – zaczął w końcu Dziewiąty mrużąc oczy jakby chciał się upewnić, że to nie przywidzenie.

Pierwszy nabrał już powietrza by odpowiedzieć, że nie ma pojęcia, ale ubiegł go Kamil. - Jak tu przyszliśmy z Pierwszym, to już tu był… - wyjaśnił dochodząc do Dix by ponownie wziąć ją w ramiona.

Dziewczyna nie zwróciła jednak na to uwagi. Jej oczy spoglądały badawczo na nieprzytomnego mężczyznę. W końcu przecisnęła się między pozostałymi i siadając na brzegu łóżka położyła rannemu rękę na czole, a zaraz potem złapała go za nadgarstek. Przez chwilę zamknęła oczy i poruszała delikatnie ustami jakby liczyła coś w myślach. W końcu marszcząc czoło stwierdziła. - Gorączka musi trawić go od dłuższego czasu. Tętno jest ledwo wyczuwalne. On jest skrajnie wycieńczony…

Pierwszy wcisnął się za nią, przepychając stłoczonych mężczyzn i stanął z drugiej strony łóżka. – To nie wycieńczenie. - stwierdził grobowym głosem. – Nie zostało mu już wiele życia…

- Czemu? – spytał Drugi, który stanął natychmiast tuż za nim.

Pierwszy nie zdążył odpowiedzieć, bo Dix domyśliła się najwidoczniej skąd pochodził unoszący się w pokoju smród zgnilizny. Z wyraźnym niepokojem na twarzy złapała za róg pościeli i podniosła ją do góry.

Na widok czarnej jak węgiel stopy i odoru, który buchnął spod pościeli, wszyscy oprócz Pierwszego i samej Dix cofnęli się gwałtownie. Dziewiąty mimo, że wydawał się dość opanowany wyskoczył jak oparzony do kuchni, a zaraz potem pomieszczenie wypełnił odgłos wymiotów. - O matko… O boże… Nie wchodźcie tu przez chwilę… - wymamrotał mdłym głosem.

W tym momencie Pierwszego dużo bardziej zdziwiło jednak zachowanie Piątej. Dziewczyna wpatrywała się przez dłuższy czas w rany na nodze mężczyzny bez śladu obrzydzenia na twarzy. W końcu opuściła głowę wyraźnie zawiedziona. – Masz rację…. – stwierdziła zrezygnowana. – Niewiele mu zostało.

Mimo to Drugi, który musiał odwrócić się przez chwilę by opanować odruch wymiotny, spojrzał na dziewczynę z nadzieją. – Dix, łatałaś nam naprawdę paskudne rany… Nie możesz mu jakoś pomóc?

Pierwszego znowu coś zastanowiło. Pamiętał, że dziewczyna miała coś wspólnego z medycyną, ale nie mógł sobie przypomnieć szczegółów. Na pewno była zdecydowanie za młoda na pełnoprawnego lekarza. Z drugiej strony mogła przecież studiować. To by wyjaśniało jej opanowanie i ten niemal podręcznikowy sposób badania pulsu. Niemniej był przekonany, że nawet gdyby Dix okazała się w wybitnym talentem na roku w dziedzinie chirurgii to w obecnej sytuacji niewiele już można było zrobić.

Zgodnie z tym co oczekiwał dziewczyna westchnęła ciężko szepcząc tym samym zrezygnowanym głosem. – Nie. Nie tu i nie w takich warunkach.

Mimo to Drugi nie tracił nadziei. - A gdybyśmy go stąd zabrali? – zaproponował. - Znaleźli jakieś miejsce gdzie mogłabyś się nim zająć. Skombinowali leki…

– Grzesiek… - przerwała mu Dix z grobową miną. - To cud, że on jeszcze tu jest! Przy tak rozległej martwicy… Musiał mieć bardzo mocny organizm, że wytrzymał aż tyle, ale już jest za późno…

Drugi słysząc to opuścił zrezygnowany głowę. – Cholera… Ciekawe jak długo tu jest? Myślicie, że go przegapiliśmy? Czy był tu jeszcze przed Pierwszym? – spytał nagle jak w jakimś amoku.

Pierwszy popatrzył na leżącego. – Zamieniłem z nim tylko dwa słowa… Dałem trochę leków przeciwbólowych. Potem stracił przytomność i więcej jej nie odzyskał…

- Szkoda. – westchnął Drugi. – Może dowiedział się czegoś czego my nie wiemy…

- Wątpię... – odparł Pierwszy zerkając na rannego.

Podczas ich rozmowy Ósmy przeglądał pomieszczenie jakby umierający mężczyzna nie bardzo go interesował. Znajdując na jednej z półek puszkę solonych orzeszków, otworzył ją i wyjadając bez ceregieli spytał. – Kamilo, jak tu w ogóle trafiliście?

- Zobaczyliśmy światło w bloku. – odparł Czwarty. – Pomyśleliśmy, że to wy dajecie nam znać…

- My też zobaczyliśmy światło. – dodał Drugi zerkając z krzywą miną na Ósmego, który mimo odoru zajadał się orzeszkami. – Ale wahaliśmy się przez chwilę czy tu przyjść. W głowie ciągle tłukło mi się, że to może być błąd jak w muzeum. Dlatego krążyliśmy chwilę przy murze…

- Czyli gdyby nie on to pewnie byśmy się już nie znaleźli. – stwierdził Pierwszy zerkając w stronę nieprzytomnego gospodarza. Jego twarz była blada jak papier, a oddech bardzo nierówny. – Trochę to dziwne kiedy ktoś pomoże ci tylko samym faktem swojego istnienia…

- A ty co? – spytał opryskliwie Ósmy. – Jakiś fizjolog?

Dix słysząc ten celowo przekręcony wyraz aż jęknęła. – Nie próbuj być śmiesznym bo ci to nie wychodzi! Równie dobrze ty mogłeś tu leżeć. Nad twoim ciałem też mam się silić na durne żarty?

- Nie wiem o co ci chodzi… - zaperzył się Ósmy. – Nikt z nas nie znał gościa. Co mnie obchodzi jakiś frajer, który nie umiał sobie poradzić.

- To człowiek. – syknął wyraźnie zdenerwowany Drugi. – Człowiek, któremu należała się pomoc…

- Ale się kurwa przejęliście… - odparł chłopak wysypując sobie resztę orzechów do ust.

Słysząc jego lekceważący ton Pierwszy poczuł, że nie jest to coś co był w stanie znieść. Chociaż nigdy się do tego nie przyznawał, do śmierci nawet obcych ludzi podchodził bardzo poważnie. Nienawidził tych, którzy kpili z wypadków albo morderstw. Do tego ciągle kołatały mu się w głowie rozpaczliwe słowa rannego – ‘’Nie chcę umierać…”

Czując jak ręce zaczynają mu drżeć ze złości, Pierwszy spojrzał na Ósmego, który na swojej mordzie osiedlowego zbója, miał ciągle wymalowany ten sam kpiący wyraz twarzy. – Jak nie potrafisz okazać umierającemu odrobiny szacunku… - powiedział spoglądając chłodno na chłopaka. – To stąd po prostu wyjdź….

W tym momencie Ósmy najeżył się jak kogut. Pierwszy był pewien, że ktoś taki jak on nie odpuści tak po prostu. – Bo co?! – spytał natychmiast, a jego twarz przybrała wygląd blokersa szukającego rozróby.

W tym momencie Pierwszy poczuł jak wściekłość zbiera się w nim do granic możliwości. Nienawidził takich prymitywów i wiedział, że przemówić można do nich tylko językiem siły. Prostując się stanął tak pewnie jak tylko pozwalał mu ból i złowieszczym głosem wysyczał. - Bo cię zatłukę…

W normalnych okolicznościach ta groźba mogłaby zrobić na większe wrażenie. ale ledwo stojący na nogach Pierwszy musiał wydawać się łatwym przeciwnikiem . Ósmy wymachując łapami jak orangutan ruszył na niego krzycząc. – Taki mocny jesteś? To chodź spróbujemy się cwaniaku…

Pierwszy zacisnął pięści gotów mimo bólu spełnić swoją groźbę, ale natychmiast drogę zablokował mu Drugi, a w tym samym czasie Dziewiąty i Czwarty złapali Ósmego. – Uspokójcie się! To nie miejsce na takie rzeczy! Jak macie za dużo siły to się poganiajcie z niewykształconymi…

Pierwszy nie miał zamiaru odpuszczać, ale Drugi zablokował go jak zapora. Gdy spróbował go przepchnąć poczuł jak wszystkie organy zaczynają go palić. W tym momencie Grzesiek przycisnął się do niego i szepnął mu do ucha. – Gdybyś był cały nawet nie próbowałbym cię powstrzymywać…

W tym samym czasie Czwarty i Dziewiąty zdołali wypchnąć Ósmego do sąsiedniego pokoju. Zrezygnowany Pierwszy odpuścił więc i obracając się ruszył w stronę balkonu żeby ochłonąć. Drugi wyszedł zaraz za nim przymykając za sobą przeszklone drzwi…

Noc zrobiła się bardzo chłodna. Pierwszy oparł się o barierkę i zaczął wypuszczać przez maskę parę z rozgrzanego oddechu. Drugi stanął tuż obok niego i ściskając usta dmuchnął jak dymem z papierosa uśmiechając się po tym głupkowato.

Obaj stali przez chwilę milcząc, a Pierwszy poczuł w tym momencie, że zrobiło mu się wstyd. Nie chciał po raz kolejny narażać Grześka na spięcia w grupie ze swojego powodu. – Wiem… - zaczął w końcu. – Nie powinienem…

- Wręcz przeciwnie! – stwierdził pewnie Drugi. – Powinieneś! Oj, uwierz mi. Powinieneś. – Pierwszy popatrzył na niego zdziwiony, a Grzesiek obrócił się w tym czasie by sprawdzić czy Dix nie stoi zbyt blisko balkonu by ich podsłuchać. Gdy upewnił się, że może mówić swobodnie nachylił się i zaczął tłumaczyć przyciszonym głosem. – Ósmy to największa kurwa jaka istnieje. Pieprzony drechol z bloków dla którego szczytem osiągnięć był zajebany telefon. Nie skalał się w życiu pracą ani myśleniem. Uwierz mi! Gdy tylko otwiera tą swoją durną mordę to czuję jak moje komórki mózgowe popełniają samobójstwo jedna po drugiej… Gdybym wiedział jaka to szmata, w życiu nie wziąłbym go do grupy, ale nie wiedziałem i się stało…

Pierwszy był zszokowany słysząc ten wywód. – Nigdy nie mówiłeś, że masz pod swoimi skrzydłami takie zgniłe jajo…

Drugi uśmiechnął się sztucznie. – Wiesz… eee… No jakby trochę podkoloryzowałem to jacy jesteśmy fajni, zgrani i cudowni gdy chciałem żebyś do nas dołączył…

W tym momencie Pierwszy uniósł skryte za wizjerami oczy do góry. – Domyślałem się…

- Od tej akcji w H-Markecie? – spytał Drugi wyraźnie zaciekawiony.

Pierwszy pokręcił głową. – Nie. Od początku. Myślisz, że nie wiem jak jest pomiędzy ludźmi? Myślisz, że nie chodziłem do szkoły albo pracy? Po prostu wiem, że ludzie potrafią ciąć się między sobą w dużo mniejszych społecznościach. Zaskoczyło mnie tylko, że tak wsiadłeś na Ósmego, a od akcji z H-Marketu nie wspomniałeś o Czwartym i tym jak chciał cię wykopać…

Drugi oparł się mocniej o barierkę wpatrując się przez chwilę w ciemność. – Czwarty nie jest taki zły… Wkurzył mnie co prawda swoim zachowaniem w stosunku do ciebie, ale to dlatego, że często zdarza się mu się szybciej coś powiedzieć niż pomyśleć.

- Albo strzelić do kogoś… - wtrącił Pierwszy.

Drugi zaśmiał się. – Boże, jak ja teraz żałuję, że nauczyłem cię używać sarkazmu. W każdym razie Czwarty tam w środku ma w sobie człowieka. Ósmy ma gówno i wbity w nie szalik piłkarski.

Pierwszy zaśmiał się półgębkiem. – Dobre… Ale żebyśmy mieli jasność. Sarkazm to mój rodzaj ochrony przed twoim przesadnym optymizmem.

Drugi uśmiechnął się sztucznie wpatrując się w ciemność. Jego oczy zrobiły się przez chwilę dość niewyraźne jakby coś wspominał. – Wiedziałem, że zachowanie Ósmego cię rozdrażni, ale myślałem, że jak zawsze zachowasz to w sobie. Tak jak chowasz większość rzeczy… Skąd wziął się ten wybuch?

Pierwszy zerknął odruchowo przez szybę balkonu i zobaczył Dix siedzącą przy mężczyźnie. Dziewczyna zaczęła robić nieprzytomnemu okłady z wilgotnego ręcznika. – Czasem zastanawiałem się nad tym jak to będzie po mojej śmierci. Jak będą zachowywać się ludzie, którzy mnie znajdą… Nie chciałem żeby ktoś po mnie rozpaczał, ale tym bardziej nie chciałbym, aby ktoś mnie wyśmiewał.

- Dlaczego mieliby się śmiać? I czemu mieliby cię znaleźć? – spytał zdziwiony Drugi. Pierwszy ugryzł się w tym momencie w język. Nagle dotarło do niego, że powiedział zbyt dużo. Na szybko próbował wymyślić jakąś sensowną odpowiedź, która zmieniłaby domysły Drugiego, ale było już za późno. Grzesiek nabrał powietrza i zszokowany wyszeptał. – Ty chyba nie chciałeś się zabić?

W tym momencie Pierwszy poczuł wewnętrzne załamanie. Jego najbardziej wstydliwa tajemnica wydałaby się w pełni tak po prostu? Co teraz pomyśli Drugi? Uzna go za słabeusza? Wyśmieje? A może po prostu nabierze dystansu uznając go za niezrównoważonego.

Nagle go olśniło. Przecież Grzesiek nie widział jego zszokowanej twarzy. Maska skrywała wszystko. Musiał tylko zaprzeczyć przekonująco i pewnie. Nim jednak zdążył się zebrać Drugi odetchnął ciężko. – Wiesz… Ja czułem, że tak było. - zaczął głosem pełnym współczucia. – Od kiedy wyrwało ci się kim była Agnieszka zacząłem się domyślać. – mówiąc to oparł przez chwilę głowę o ręce skrzyżowane na barierce. – Nie chciałem zaczynać tego tematu, bo nie wiedziałem jak zareagujesz… Albo może po prostu chciałem wierzyć, że nigdy się nie odważyłeś. Stary Świat musiał być dla ciebie naprawdę koszmarnym miejscem...

Pierwszy był teraz naprawdę zdzwiony. – To wszystko? – spytał wpatrując się w Drugiego. – Żadnej reprymendy? Pytań co mi właściwie strzeliło do głowy?

- Reprymendy? – spytał nagle Drugi podnosząc się. – Nie miałbym żadnego prawa ci jej dawać…

W tym momencie Grzesiek podwinął rękaw swojej bluzy ukazując przedramię, na którym od zgięcia łokcia aż do nadgarstka ciągnęła się długa gruba blizna. Pierwszy poczuł wtedy jakby ktoś wylał mu na głowę wiadro lodowatej wody. Drugi, człowiek czerpiący z życia garściami, próbował odebrać sobie życie? - Nie… - syknął Pierwszy. – Nie ty! Każdy tylko nie ty! Przecież….

- Przecież co? – przerwał zirytowany Drugi. – Przecież miałeś masę dziewczyn? Przecież miałeś dobrą pracę i paczkę znajomych? Przecież byłeś szczęśliwy? Mówiłem ci. Jesteś nie tylko pierwszym człowiekiem jakiego spotkałem. Jesteś moim pierwszym przyjacielem i pierwszą osobą z którą próbuję rozmawiać szczerze. Jesteś dla mnie pierwszym człowiekiem pod każdym względem! Inni ludzie, których mijałem na swojej drodze, nie mieli dla mnie takiego znaczenia. Dlatego mówię ci tak szczerze jak tylko potrafię. Nie byłem szczęśliwy… Udawałem szczęśliwego, bo bałem się, że jak przestanę to znowu to zrobię.

Pierwszy ściągnął z twarzy maskę i spojrzał na Drugiego nieosłoniętymi oczami. – Przepraszam za to ‘’przecież”… Wyobrażałem sobie po prostu, że mając życie takie jak ty, JA byłbym szczęśliwy. Czasem nawet słuchając twoich historii nie wytrzymywałem i zaczynałem kpić, bo tak bardzo bolało mnie, że nie mogłem mieć podobnych wspomnień.

Drugi westchnął. – Pierwszy, nie chciałbyś mieć moich wspomnień. Uwierz mi…Moja matka była psychiczna i tłukła mnie jak jebany worek treningowy, a ojciec był zbyt dużo pizdą by się za mną wstawić. W końcu, gdy się rozwiedli on się wyprowadził i był bezpieczny, a ja zostałem z tą pojebaną suką. Jako dziecko odliczałem na siniakach kiedy spędzę weekend z ojcem i trochę odpocznę, a jako nastolatek więcej przesiedziałem na gigancie niż w domu. Waletowałem często u kolejnych poderwanych dziewczyn, a niekiedy uciekałem w środku nocy z mordą obitą przez ich starych. Pewnie skończyłbym jako ćpun albo pijak. Tylko, że mój ojciec dobrze zarabiał. Gdy miałem już osiemnaście lat i mogłem w końcu zdecydować gdzie idę, zabrał mnie do siebie. Opłacił studia, pomógł wyjść na prostą. Tylko wiesz co? Nie wynagrodził mi tym nawet odrobiny tego co przeszedłem. Wiesz jak to się na mnie odbiło? Na kobiety patrzę jak wilk na kawałek mięsa… Nie potrafię wykrzesać z siebie żadnych wyższych uczuć. Miałem w swoim życiu piękne dziewczyny, o cudownych charakterach, a do żadnej nigdy nic nie poczułem. Zaliczałem i natychmiast to co było między nami przestawało mieć znaczenie… A ja tak bardzo chciałem to poczuć! Chciałem żeby mi zależało! A mimo to wiedziałem, że nigdy nie będę miał normalnej rodziny, dzieci, żony… Wiedziałem, że nawet jak spróbuję jakąś założyć to i tak będę skakał w bok. Że będę fatalnym ojcem…

W tym momencie Pierwszy wtrącił się w opowieść kompana. – Może po prostu nie trafiłeś na tą, która mogłaby wypełnić dziurę jaką zrobiła w tobie ta kobietka, której nie nazwę matką…

- Może… - westchnął Drugi. – Wiesz, usłyszałem kiedyś taką sugestię, że gdzieś na świecie dla każdego z nas istnieje człowiek idealny. Uzupełniający nas jak brakujący puzzel naszą układankę… Tylko, że ja zbyt długo nie mogłem go znaleźć, a moja dziura w środku była zbyt zionąca by ją znieść…

Pierwszy westchnął. - To określenie jest mi zbyt dobrze znane.

Drugi skinął głową uśmiechając się przy tym ironicznie. – Przepraszam, że tak kląłem. Wiem, że tego nie lubisz… Po prostu wspominając dom nie umiem inaczej… - wytłumaczył się spoglądając w dół bloku. - A ciebie? – spytał nagle – Co dla ciebie było nie do zniesienia?

Pierwszy westchnął patrząc w szkła swojej maski. - To jest bardzo długa historia… Zbyt długa by opowiedzieć ją w jeden wieczór.

- Jak długa konkretnie? – dopytał Drugi.

- Od dwóch do czterech sesji tygodniowo przez półtora roku… - odpowiedział Pierwszy wspominając spotkania z Agnieszką.

- Ok. – stwierdził Drugi. – Nie będę cię już dzisiaj męczył, ale na pewno do tego wrócę. Może nawet zacznę do ciebie częściej zaglądać. Tak od dwóch do czterech razy w tygodniu.

- Jeśli uda nam się stąd wrócić… - podkreślił Pierwszy.

Drugi stał przez chwilę wpatrując się w ciemność. Przed nimi pobłyskiwało co jakiś czas wyładowanie elektryczne. Najwidoczniej zwątpienie zaczęło docierać do jego umysłu. – Jak myślisz? – spytał nagle. - Co mu się przytrafiło…

- Temu mężczyźnie? - spytał retorycznie Pierwszy. – To samo co mogło każdemu z nas. Upadek przy ucieczce, który skutkował pęknięciem torebki stawowej, zbyt mocno przyjęty cios, niewielka rana, która się zakaziła… - podsumował dodając jedocześnie. - Stary Świat mocno nas rozpieścił. Większość nie pamięta już nawet, że dwieście, trzysta lat temu ludzie umierali z bardziej prozaicznych powodów niż zwichnięcie czy złamanie.

W tym momencie Drugi musiał przypomnieć sobie, że Pierwszy jest przecież ranny. Spoglądając na niego z lękiem spytał. – Jak się właściwie czujesz?

- Jestem tylko poobijany. – odparł. – Może odnowiła się przy tym jakiś stary uraz… Na pewno było już ze mną gorzej... Przejdzie. - dodał na koniec by uspokoić nieco Drugiego.

Ten niestety nie dał się przekonać. - On raczej też tak myślał. – jęknął odwracając się odruchowo w stronę rannego mężczyzny. – Pewnie też wydawało mu się, że trochę odciąży nogę i wszystko się z czasem poprawi…

Pierwszy spojrzał wymownie na kompana. – Pewnie tak… Ale ten rodzaj myślenia nie bardzo do ciebie pasuje.

- Po prostu coś sobie przypomniałem. – westchnął Drugi. – Pamiętasz jak mnie wtedy znalazłeś? Wtedy gdy się zatrułem? Byłem o krok od śmierci i nawet o tym nie wiedziałem. Przez cały czas wmawiałem sobie, że trochę odpocznę, że mi się poprawi. Poszukam w końcu normalnego jedzenia i wody… Nie brałem nawet pod uwagę, że mogę przez to umrzeć. A potem byłem tak słaby, że już nawet nie myślałem. W końcu zostały tylko przebłyski świadomości… Gdyby nie ty odszedłbym nawet nie zdając sobie z tego do końca sprawy. On nie miał kogoś takiego. Nikt nie przyszedł w porę by mu pomóc... Teraz dopiero doszło do mnie jakiego miałem farta.

Pierwszy wsłuchując się w jego słowa doszedł do dość specyficznego wniosku. – Nigdy nie wiesz kiedy w swoim życiu zamykasz oczy po raz ostatni... – Drugi popatrzył na niego pytająco, ale nim zdążył się wtrącić Pierwszy kontynuował. – Ludzie jak tylko mogą odpychają od siebie myśl o tym, że ich koniec może być niespodziewany. Wolimy wierzyć, że przygotujemy się na śmierć. Poprzedzi ją długa choroba, starość, niedołężność, a my w pełni świadomi tego, że się zbliża będziemy mogli pogodzić się z odejściem. Nikt nie chce dopuszczać do siebie, że tak naprawdę każde zamknięcie oczu może być tym ostatnim… Pewnie dlatego, gdy postanowiłem wskoczyć pod pociąg nie wahałem się nawet chwili, ale gdy leżę nocą w łóżku boję się, że już więcej nie wstanę…

Drugi wsłuchując się w jego słowa poklepał go plecach. – Niestety, rozumiem…

***

Pierwszy wstrząśnięty wyznaniem Drugiego wiedział, że już raczej nie uśnie. Zamiast próbować bezcelowo walczyć z bezsennością wyciągnął sobie kuchenne krzesło na balkon i zaczął obserwować okolicę. Ponieważ mieszkanie wydawało się bezpiecznym punktem, Grzesiek i reszta jego tymczasowych towarzyszy rozeszła się po nim próbując złapać chociaż kilka minut snu.

Ranny nieznajomy nie odzyskał przytomności nawet na chwilę i Pierwszy miał wrażenie, że nie będzie mu dane już więcej tego zrobić. – Nigdy nie wiesz, kiedy zamykasz oczy po raz ostatni… - pomyślał wspominając jeszcze raz odbytą rozmowę. Nigdy też nie przypuszczałby, że Drugi skrywa za sobą tak przykrą przeszłość. Co prawda wyłapał kilka razy między wierszami, że w młodości mu się nie przelewało, ale nie doszedłby przez to do tak strasznych wniosków. – Naprawdę, za szybko oceniam ludzi… - ziewnął przeciągając się.

Noc powoli dobiegała końca, a Krańcowskie niebo zaczęło przybierać swój zwyczajowy jednolity i szary kolor. – Ciekawe czy w tym tygodniu prześpię chociaż cztery godziny ciągiem… - westchnął w myślach rozglądając się po otaczającym ich blokowisku.

Całe osiedle musiało powstać jeszcze w latach sześćdziesiątych. Na budynku administracji wciąż widoczny był mocno wytarty napis ‘’Spółdzielnia mieszkaniowa – Przymierze”.Poruszające się zasłonki i cienie tańczące w oknach mieszkań świadczyły, że musiały być one po prostu wypełnione Gospodarzami. Nie było w tym nic szczególnie dziwnego zważywszy, że bardzo wiele klatek nie miało nawet drzwi, a co dopiero sprawnych zamków. Pierwszy pomyślał, że to fatalny stan okolicznych bloków musiał ocalić ich przed spotkaniem z potworami w trakcie wczorajszej ucieczki.

Gdy zabijał czas starając się ocenić w ilu mieszkaniach mogą kryć się potwory, Dix wślizgnęła się na balkon. Zamykając delikatnie drzwi oparła się po chwili o barierkę wyrzucając ciężkie. – Umarł…

- Rozumiem. – odparł Pierwszy prostując się na krześle.

Nie była to informacja która by go zaskoczyła. Od momentu gdy tylko zobaczył w jakim stanie jest stopa mężczyzny spodziewał się, że to pójdzie szybko. Zastanawiające było jednak, że dziewczyna czuwała nad obcym do samego końca.

Piąta milczała przez dłuższy czas wpatrując się pusto w przestrzeń. W końcu wzięła głęboki oddech tłumacząc się niepotrzebnie. – Niewiele mogłam dla niego zrobić...

Pierwszy nie był pewien czy rzuciła to stwierdzenie bo tak wypadało czy po prostu musiała zrzucić z siebie jakiś ciężar. Nie chciał mimo wszystko wciągać jej na siłę w rozmowę, dlatego nie skomentował tego co usłyszał.

Piąta przyglądała się przez chwilę okolicy, aż w końcu nie zerkając nawet w jego stronę stwierdziła dobitnie. – Ty chyba wcale nie sypiasz...

Pierwszy zrozumiał, że jednak chociaż krótka wymiana zdań go nie minie. – Zdrzemnąłem się chwilę w muzeum. – wyjaśnił.

- Nie zauważyłam. Może też odpłynęłam w tym samym momencie… - stwierdziła wciąż wpatrując się w dal. - Tak szczerze to po nocy w H-Markecie myślałam, że nie ufasz nam tak bardzo, że wolisz po prostu cały czas czuwać.

Pierwszy popatrzył na Piątą. Jej twarz po ostatnim zdaniu zastygła w jakimś dziwnym zacięciu. - Po prostu cierpię na bezsenność. – wyjaśnił w końcu zastanawiając się o co może chodzić dziewczynie. – Nie ma szans żebym usnął na dłużej w obcym miejscu.

Dix kiwnęła głową i powiedziała coś zupełnie niespodziewanego. – Chciałam ci podziękować…

- Podziękować? – przerwał jej natychmiast zszokowany Pierwszy. – Niby za co?

Dziewczyna nie odzywała się przez chwilę zapewne ubierając w słowa to co chce przekazać. W końcu spoglądając na niego kątem oka wyjaśniła. - Rozmawiałam z Kamilem o tym co się stało. Powiedział, że wyciągnąłeś go z wagonu i przyprowadziłeś tutaj…

Pierwszy pokręcił głową. – Bez przesady. Po prostu uciekaliśmy razem…

Twarz Dix ponownie zrobiła się nieprzenikniona. – Ale nie musieliście. Mogłeś go tam zostawić… Mogłeś też wykorzystać okazję i zemścić się za tę sytuację w H-Markecie. Wykorzystać Kamila by odciągnął od siebie niewykształconych. Nie powiesz chyba, że samemu nie byłoby ci łatwiej uciec?

Pierwszy czuł się w tym momencie naprawdę zmieszany. Chociaż dziewczyna mu podziękowała to z jakiegoś powodu wysnuwała dziwne wnioski w stosunku do jego osoby. Czy taką właśnie aurę dookoła siebie stwarzał? Kogoś kto porzuca ludzi? Albo ratuje się ich kosztem? W końcu spojrzał na Dix i pozwolił sobie na drobne zwierzenie. – Z jednym masz rację. Samemu jest mi łatwiej. Działam przez cały czas wedle ustalonego schematu i nie narażam się na niebezpieczeństwo, gdy nie jest to konieczne. Na pomaganiu wam ciągle tracę czy to zdrowie czy sprzęt… Ale nie jestem potworem. Póki działamy razem będę się zachowywał tak jak należy. Nie tylko ze względu na Drugiego, ale przede wszystkim dlatego, że tak powinni postępować ludzie…

Słysząc to Dix zrobiła zdziwioną minę, ale niespodziewanie przez chwilę na jej twarzy zagościło zadowolenie. – Nie jest to coś co spodziewałam się usłyszeć, ale z jakiegoś powodu mnie to uspokoiło. Nie zrozum mnie źle. Po prostu gdy Kamil opowiedział mi o twojej sprzeczce z Drugim, o tym jak wcisnąłeś mu pistolet w czoło, miałam wątpliwości odnośnie twojej poczytalności…

- Szczere... - skwitował Pierwszy, a Dix ponownie zrobiła zaciętą minę.

- Nie lubię hipokryzji Pierwszy. Mówię to co myślę! Nawet gdy chciałam cię przekonać żebyś został z nami w markecie, powiedziałam wprost, że ci nie ufam. – stwierdziła obracając się całkiem w jego stronę. – Chyba jednak rozumiesz, że jest w tym trochę twojej winy. Nie wiem czy to kwestia tego, że jesteś w tym świecie najdłużej ze wszystkich albo tego, że tak długo żyłeś tu tylko w towarzystwie potworów, ale budujesz dookoła siebie dziwną aurę. Gdy zobaczyłam cię wtedy pod hotelem od razu pomyślałam, że coś ukrywasz. Czasem nawet miałam wrażenie, że wiesz o tym świecie znacznie więcej niż my…

Pierwszy pokręcił głową. – To złudzenie. Tak naprawdę przez długi czas niewiele mnie interesowało co i dlaczego się dzieje. Po prostu próbowałem przetrwać…

- Teraz zdążyłam się tego domyślić... – stwierdziła Piąta. – Myślę, że mimo wszystko nie jesteś złym człowiekiem. Raczej kimś kto uparcie chce żeby zostawiono go spokoju. – dodała spoglądając z powrotem na sąsiedni blok. Pierwszy musiał stwierdzić, że dedukcja dziewczyny była wyjątkowo trafna. Spodziewał się, że to podsumowanie będzie końcem ich rozmowy, ale Dix miała jeszcze coś do wyrzucenia. - Mam wrażenie, że nie wydostaniemy się tak łatwo z Krańcowa… - stwierdziła wyraźnie niezadowolona. - Może być tak, że przez długi czas znowu utkniemy w Centrum i nasze drogi będą się jednak krzyżować. Może nawet dojdzie do tego, że znowu gdzieś razem utkniemy… Dlatego proszę nie chowaj urazy do Kamila. On po prostu czasem…

- Szybciej coś zrobi niż pomyśli… - dokończył za nią Pierwszy. – Takie samo zdanie ma o nim Drugi. Postaram się więc zaufać jego opinii.

- Cieszę się… - odetchnęła Dix odpływając na chwilę myślami.

Pierwszy miał dzięki temu szansę przyjrzeć się jej dokładnie. Piąta była obiektywnie naprawdę ładną dziewczyną. Miała gęste czarne włosy, które mimo kiepskich warunków w jakich bytowali wciąż wydawały się zadbane. Jej cera była bardzo jasna i wyglądała dobrze nawet niepomalowana, a na dodatek nawet kombinezon pod pancerz nie był w stanie ukryć, że miała po prostu przykuwającą oko figurę. Dziewczyna swoją prezencją zdecydowanie przekraczała półkę na której znajdował się Kamil, który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Wyjątkowe dla Pierwszego było natomiast, że atrakcyjny wygląd nie zdeprawował jej do poziomu Siódmej. Dziewczyna wydawała się bystra, dojrzała, a przy tym charakterna. – Powód dla którego wszedłbyś w światło bez wahania… - skwitował w głowie wspominając słowa Czwartego.

- Czemu ciągle nosisz maskę? - spytała nagle nie odwracając się nawet w jego stronę.

Pierwszy nie miał zamiaru zdradzać jej prawdziwego powodu, ale ponieważ przewidywał, że to pytanie w końcu od kogoś padnie miał gotową odpowiedź. – Osłania oczy i twarz przed atakiem niewykształconych. Gdy szabruję mieszkania chroni przed smrodem stęchlizny. No i wcześniej nie byłem pewien czy w powietrzu nie panuje jakiś wirus… - wyrecytował.

- Na balkonie raczej nie cuchnie, a tego co dzieje się dookoła nas nie spowodował wirus… - zarzuciła Piąta.

- Teraz już po prostu się do niej przyzwyczaiłem… - stwierdził zamykając temat. Pomyślał jednak, że skoro już udało mu się wymienić kilka zdań z dziewczyną, to może dowie się przynajmniej jednej interesującej go rzeczy. – Byłaś lekarzem?

- Pielęgniarką… - sprostowała dziewczyna. – A właściwie to dopiero kończyłam studia pielęgniarskie.

Pierwszy wsłuchał się w jej słowa i wypalił nagle. – Mam więc do ciebie prośbę.

- Tak? – spytała dziewczyna.

- Skoro wszyscy uznają cię za medyka powiedz Drugiemu, że powinienem tu zostać przez kilka dni.

Dix spojrzała na niego podnosząc oczy. – Oszalałeś? Czemu chcesz tutaj zostać?

- Jestem ranny… - westchnął Pierwszy. – Bez środków przeciwbólowych mam problemy nawet z chodzeniem, a żadnego pojazdu nie zdobędziemy. Żebyście mieli szansę się stąd wydostać nie mogę was spowalniać…

Piąta popatrzyła na niego zdziwiona. – Nie mogę cię rozgryźć. – stwierdziła skonsternowana. - Przecież jesteś o rzut beretem od tych elektrycznych potworów… Czemu chcesz dla nas ryzykować?

- Z tego samego powodu, dla którego w ogóle tu jestem. Przez Drugiego. Od kiedy utknęliśmy tu razem stał się dla mnie jak przyjaciel… - wyjaśnił dość pokrętnie.

Słysząc to dziewczyna kiwnęła głową. – No tak. To widać… - po chwili podeszła do niego i przyklęknęła obok krzesła. – Rozbierz się. Obejrzę cię naprawdę…

- Nie. – stwierdził Pierwszy. – To bez sensu. Jak mam od tego umrzeć to i tak po prostu umrę…

- A ja jeśli będę mogła ci pomóc to ci po prostu pomogę. Nie dyskutuj tylko się rozbieraj… - stwierdziła krzyżując ręce na piersi.

- To naprawdę nie jest potrzebne. – zaprotestował Pierwszy.

- Jesteś dla Drugiego tak samo ważny jak on dla nas. Nie mam zamiaru go okłamywać. Jeśli mam mu powiedzieć, że możemy cię tu zostawić to muszę być pewna, że ci się nie pogorszy. – wyrzuciła Dix. - Pierwszy chciał ponownie zaprotestować , ale dziewczyna weszła mu w słowo. - Temu mężczyźnie też mogliśmy pomóc gdybyśmy znaleźli go wcześniej. Martwica powstała od zakażenia, a z tym poradziłabym sobie nawet z tym co wiem… - Pierwszy zwlekał licząc, że dziewczyna odpuści, ale ta świdrowała go wzrokiem ponaglając po raz kolejny. – Niczym mnie nie zaskoczysz! Nie zachowuj się jak dziecko…

Pierwszy westchnął i ściągnął maskę, a Dix widząc jego twarz wciągnęła ze świstem powietrze. – Boże? Ile ty masz lat?! - zawołała zszokowana, ale po chwili dotarło chyba do niej, że to mogło być mocno nietaktowne. - Przepraszam. Po prostu...

- Wyglądam strasznie. – stwierdził oschle Pierwszy. - To cena jaką płacisz za to, że masz w dobie więcej godzin do wykorzystania.

- Po ile ty sypiasz? - spytała dziewczyna nie mogąc chyba nadziwić się jak mocno bezsenność wpłynęła na aparycję

Pierwszy czując chłód na twarzy ledwo powstrzymał się przed ziewnięciem. - Przeważnie po trzy, cztery godziny... Raz na jakiś czas jestem już tak wycieńczony, że po prostu padam i przesypiam jakieś dwanaście, ale to się rzadko zdarza...

Piąta popatrzyła na niego kręcąc głową. - Współczuję... No dobra. Ściągaj tę zbroję. - ponagliła go ponownie.

Pierwszy wiedząc, że to go nie minie zaczął rozpinać kamizelkę. Ponieważ z części piersiowej można było wypiąć ramiona, rozebranie się z niej nie stanowiło problemu. Dużo gorzej było z bluzą. Gdy próbował ją ściągnąć po prostu go zatkało. Widząc to Dix postanowiła mu pomóc i złapała za boki ubrania. – Do góry… - powiedziała każąc mu podnieść ręce. Po chwili Pierwszy został już w samym podkoszulku, który dziewczyna również ściągnęła. – Zimno… - wyszeptał, a Dix pokręciła głową.

- Chwilę wytrzymasz… - stwierdziła przyglądając się jego torsowi. Na całej klatce piersiowej miał ogromne siniaki oraz masę blizn. Piąta przyglądając mu się pokręciła głową. – Wyglądasz jakbyś był kaskaderem…

- Kilka lat temu miałem wypadek samochodowy. – wyjaśnił, gdy nagle dziewczyna dotknęła jego żeber. Czując na sobie jej palce praktycznie odskoczył wpadając na barierkę.

- Tak boli? – spytała zszokowana przyglądając mu się z lękiem.

- Nie… - odparł Pierwszy, który poczuł w tym momencie prawdziwy wstyd. – Nie lubię, gdy ktoś mnie dotyka…

- Spokojnie. – przerwała mu Dix. – Muszę sprawdzić czy żebra są całe. Wytrzymaj chwilę.

Piąta przeciągnęła palcami po jego klatce klatce piersiowej i po chwili jej twarz zrobiła się dużo spokojniejsza. – Wydają się całe. – stwierdziła zadowolona. – Ale są mocno nadwyrężone. Myślę, że boli cię przy bieganiu, bo zaczynasz wtedy głębiej oddychać…

Pierwszy skinął głową sięgając w stronę koszulki i błyskawicznie ją zaciągnął, co poskutkowało kolejnym przytkaniem z bólu.

- Mogłam ci pomóc… - stwierdziła Dix obserwując jego pokraczne próby ubrania się. – Chyba nie powiesz, że nigdy nie byłeś u lekarza…

- Moim internistą był mężczyzna… - stwierdził Pierwszy, a słysząc to Dix zaśmiała się.

- Wiesz co? Jak byłam na praktykach to pomagałam w gabinecie pediatrki. Często jak przychodzili tam chłopcy po sześć, siedem lat i pani doktor kazała im się rozebrać to robili dokładnie taką minę jak ty teraz.

Pierwszy pokręcił głową zarzucając na siebie kamizelkę. – Powiesz Drugiemu, że nic mi nie grozi i mogę zostać?

Nim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć na pytanie coś huknęło rozbijając się echem między blokami. Pierwszy i Dix wyjrzeli natychmiast przez barierkę i dostrzegli jak z jednej z klatek zaczyna wyłaniać się Grabarz. Zakapturzona istota odepchnęła wiszące na jednym zawiasie drzwi i ruszyła w stronę ich bloku.

Na widok potwora Piąta zamarła przestraszona. Najwidoczniej nie miała wcześniej kontaktu z Grabarzami albo nie zdawała sobie sprawy, że właściwie są niezbyt groźne.

- Nie musisz się martwić. - stwierdził Pierwszy. - One nie są niebezpieczne. - Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona, więc zaczął wyjaśniać dalej. - Żywią się tylko trupami. Pewnie już wyczuł, że mamy tu ciało...

- Wyczuł? - spytała niepewnie.

Pierwszy nim odpowiedział zaciągnął spokojnie maskę na twarz i przyjrzał się jak potwór staje pod ich blokiem. - Muszą mieć jakiś zmysł, który pozwala im wyszukiwać trupy. Może po zapachu, a może to coś innego, ale robią to naprawdę sprawnie. Nie zdarzyło mi się jeszcze znaleźć w mieście gnijących zwłok, a przecież powinno ich być tu pełno...

Dix wciąż wyglądała na przestraszoną, co nie było dziwne, bo Grabarze wyglądali naprawdę przerażająco. - Może powinniśmy obudzić resztę?

- Nawet się tu nie zbliży jeśli tylko będziemy w środku. - odparł jej Pierwszy. - Niech lepiej się wyśpią ile tylko mogą.

Dziewczyna skinęła głową, ale wciąż niepewnie obserwowała niewykształconego. Grabarz zatrzymał się prawie przed samym blokiem wydając z siebie dziwny mrukliwy dźwięk.

- Jest naprawdę straszny. - stwierdziła w końcu Piąta. - Te szpony i kolce...

- Na kolcach transportuje truchła które pozbiera, a pazurami odcina kawałki ciała gdy nie jest w stanie unieść tego co znalazł. - wyjaśnił Pierwszy. - Jak szykowaliśmy się do ucieczki z marketu natknąłem się z Drugim na moment, gdy stado takich jak on rozbierało Dziada... Ciekawe. - dodał nagle, bo właśnie uświadomił sobie coś nowego. - One chyba nawet jedzą kości... Na żaden szkielet w mieście też nigdy nie trafiłem, a czaszkę Dziada trudno byłoby przeoczyć...

- Co mogło stworzyć to wszystko? - spytała retorycznie dziewczyna, a Pierwszy westchnął.

- Pytanie, które ciągle zadają sobie tutaj wszyscy, chociaż nikt nie jest w stanie... - chciał podsumować Pierwszy, ale wtedy stało się coś zaskakującego.

Pomiędzy blokami znajdował się typowy osiedlowy plac zabaw. Kilka nędznych huśtawek na łańcuchach, zjeżdżalnia, piaskownica, bujawka wagowa. Ponieważ w Krańcowie od momentu Błysku nie wiał wiatr wszystko to stało bez ruchu, ale zaskoczony Pierwszy dostrzegł, że jedna z bujawek poruszyła się. Ponieważ zamilkł w pół zdania zaniepokojona Piąta spytała natychmiast - Pierwszy? Co się dzieje?

- To tylko złudzenie. - chciał już powiedzieć, ale wtedy jedna z huśtawek bujawek wagowych przechyliła się na drugą stronę. Zupełnie jakby podskoczyło na niej niewidzialne dziecko. To zauważyła również Dix, bo wychyliła się przez barierkę i z lekko otwartymi ustami spojrzała na plac.

Pierwszego nawiedził w tym momencie jakiś niepokój. Z niewiadomych przyczyn poczuł, że coś się zbliża. Nagle stojący pod blokiem Grabarz rzucił się do ucieczki. - Dzieje się coś dziwnego... - powiedział patrząc na Dix. - Trzeba obudzić resztę. Nim jednak zdążyli dać choćby krok do mieszkania, to ‘’coś’’ nadeszło.

Całą okolicę bloków wypełnił w jednym momencie wielki harmider. Dźwięki jeżdżących samochodów, echo rozmów ludzi, śmiechy i płacz dzieci. W tym samym czasie plac zabaw zaczął wariować. Karuzela kręciła się jak oszalała, huśtawki i bujawki poruszały się w górę i w dół, a drabinki trzeszczały i drgały jakby przebiegały po niech dziesiątki niewidzialnych osób.

Dix i Pierwszy zamarli obserwując to wszystko, gdy nagle na jeden z balkonów sąsiedniego bloku wybiegł Gospodarz. Niewykształcony wił się jak w amoku, trzymając za głowę i krzycząc jednocześnie coś czego przez panujący hałas nie byli w stanie usłyszeć. W końcu istota przewinęła się przez barierkę i zleciała z trzeciego piętra wprost na plac. Jego ciało po sekundzie lotu rozpłaszczyło się na chodniku.

- Co do... - zaczął Pierwszy, ale w tej samej chwili kolejny Gospodarz wypadł ze swojego mieszkania i z krzykiem wyskoczył przez balkon.

Piąta ocknęła się i wbiegając do pokoju wykrzyczała. - WSTAWAJCIE! SZYBKO!

Pierwszy został z tyłu ciągle obserwując z niedowierzaniem to co działo się przed nim. Kolejni niewykształceni wyskakiwali przez balkony, inni wybijali głowami szyby w swoich mieszkaniach. Nim zdążył się choćby poruszyć, Drugi wskoczył na balkon, przyglądając się całej sytuacji. Po sekundzie złapał się drżącymi rękoma za barierkę pytając w panice - Co robimy? Co robimy?!

- DO PIWNICY! - zawołał nagle Kamil stając w drzwiach balkonu - Przeczekamy to w piwnicy!

Drugi skinął głową i łapiąc Pierwszego za ramię wciągnął go do mieszkania. Zatrzymał się przez chwilę spoglądając na leżące w łóżku ciało, ale Pierwszy pchnął go do przodu. - On nie żyje! Umarł w nocy!

Grzesiek słysząc to ruszył pędem w stronę klatki. Pierwszy człapał za nim tak szybko jak tylko mógł. Reszta zdążyła w tym czasie zbiec na półpiętro.

- Dalej! - krzyknął Drugi. - Nie zatrzymujcie się!

Harmider dobiegający z zewnątrz był już tak donośny, jakby blok w którym byli znalazł się w centrum Warszawy i to w godzinach szczytu. Gromada zaczęła zbiegać błyskawicznie i tylko Drugi, czekający na Pierwszego, został z tyłu. W końcu zniecierpliwiony spróbował złapać Pierwszego pod ramię, ale to zamiast pomóc tylko pogorszyło jego ból.

- Dam radę... - wysapał Pierwszy i ściskając barierkę z krzykiem zaczął szybko zsuwać się stopień za stopniem.

Pozostali dotarli w tym czasie na parter. Wejście do piwnicy musiało być zamknięte na kłódkę, bo po chwili całą klatkę wypełnił głuchy odgłos uderzeń. - PUŚCIŁA! - zawołał w końcu Kamil zagłuszając dźwięk opadającego metalu.

Gdy Pierwszy i Drugi znaleźli się na dole, Dziewiąty otwierał już drzwi do piwnicy i wtedy Pierwszego po raz kolejny nawiedziło złe przeczucie. Ciemność w piwnicy była zbyt nieprzenikniona jak na normalny mrok. Wyglądało to jakby całe pomieszczenie zasnute było gęstym czarnym dymem.

Pierwszy chciał już krzyknąć, że coś jest nie tak, ale Dziewiąty wskoczył do środka w sam środek tej dziwnej mgły. Pozostali stanęli jak wryci, bo mężczyzna zamiast niknąć w ciemności stał w niej tak wyraźny jakby był od środka podświetlony. Dodatkowo, zamiast schodzić w dół, szedł cały czas do przodu rozglądając się jakby kroczył długim tunelem.

- Dziewiąty, gościu! Co ty robisz? - krzyknął Ósmy chcąc już dać krok do piwnicy, ale powstrzymał go Kamil.

- Coś jest nie tak! Coś z tym jest nie tak...

Drugi widząc to wyszarpał pasek ze spodni. - TRZYMAJ! - rozkazał wciskając Czwartemu jedną stronę i z tą krótką asekuracją przekroczył próg piwnicy. Nagle coś pociągnęło Czwartego do przodu tak, że Ósmy z ledwością zdołał go chwycić. Było to o tyle dziwne, że Grzesiek nie zdążył się nawet oddalić od wejścia.

Dix złapała Ósmego i mocując się we troje zaczęli wyciągać Drugiego i Dziewiątego ze środka. Pierwszy był w szoku, bo robili to z takim oporem jakby mężczyźni po drugiej stronie siłowali się z nimi. Dał już krok do przodu by im pomóc, ale wtedy obaj wpadli z powrotem na parter.

Dziewiąty był całkiem nieprzytomny, a Drugi była tak blady i przerażony jakby wyszedł właśnie z domu strachów.

Dix doskoczyła do Dziewiątego, a Pierwszy pochylił się nad Grześkiem. - Co się dzieje? - spytał wystraszony.

- Stary... Co to w ogóle było. – odpowiedział spoglądając na niego z przerażeniem wypisanym na twarzy.

Ósmy w tym czasie zatrzasnął drzwi do piwnicy. - Co teraz?! – zawołał, ale nikt mu nie odpowiedział.

***

Pierwszy miał w pewnym momencie wrażenie, że przy wejściu do piwnicy ukrywali się godzinami. Nikt ze sobą nie rozmawiał. Jedynie Piąta próbowała bezskutecznie docucić nieprzytomnego Dziewiątego. Hałasy dochodzące z zewnątrz wciąż nabierały na sile. Wrzaski Gospodarzy, śmiechy dzieci, odgłosy samochodowych klaksonów rozbijały się echem po całej klatce.

W pewnym momencie wymęczony Pierwszy odpłynął na chwilę, ale gdy się ocknął nic się nie zmieniło. Spoglądając na zegarek zobaczył, że jest po ósmej, ale ponieważ nie sprawdził o której to całe dziwactwo się zaczęło, nie był w stanie nawet mniej więcej określić jak długo trwało. Ponieważ i tak nie mógł nic zrobić, zamknął ponownie oczy i odpłynął na kolejne pół godziny.

Gdy obudził się przed dziewiątą hałasy zaczęły powoli ustawać, a o dziewiątej zniknęły zupełnie.

- To chyba koniec. – stwierdził w końcu Drugi, gdy od dłuższego czasu na zewnątrz panowała cisza. - Co z Dziewiątym? – spytał zmartwiony.

- Nie mam pojęcia… - odparła przejęta Dix. – Reaguje na dotyk, ale nie mogę go dobudzić…

W tym momencie Pierwszy pomyślał, że może jest to związane z jakimś kolejny błędem - Co tam zobaczyłeś? Tam w piwnicy? – spytał.

Nagle wszystkie oczy spoczęły na Grześku, który trochę odparł zakłopotany. – Cholera, właściwie nie wiem… Zdawało mi się jakbym szedł we mgle i to kilka ładnych minut, a potem zobaczyłem Dziewiątego jak siedzi na stopniu. Złapałem go i poczułem jak mnie wyciągacie. Zupełnie jak z jakiejś gęstej wody…

Pierwszy słysząc to spojrzał na wejście do piwnicy. Miał wrażenie, że gdzieś już kiedyś widział coś podobnego. Podobne odczucie miał z tymi dziwnymi dźwiękami. Czasem, gdy przekradał się ulicami, miał wrażenie, że słyszy jadący samochód albo czyjeś kroki. Wtedy wmawiał sobie, że była to tylko jego wyobraźnia. Teraz jednak miał wrażenie, że to mogło być coś podobnego do dziwnego zdarzenia tylko na mniejszą skalę.

Drugi, który też musiał zastanawiać się nad tym dziwnym zjawiskiem, stwierdził w końcu. – Wyjrzę na zewnątrz…

- Na pewno? – spytał Czwarty. – Może powinniśmy jeszcze poczekać…

- Nic już nie słychać! Może jest bezpiecznie? – spytał retorycznie Drugi i ruszył schodami w górę.

Pierwszy zaciskając palec na broni ruszył powoli za nim. Mężczyzna widząc to poczekał przed wejściem. – Jak myślisz? Co tam zastaniemy? – spytał niepewnie.

- Kto wie… - westchnął Pierwszy, a Drugi pchnął w tym czasie drzwi.

Na początku obu mężczyzn oślepiła szarość. Gdy ich oczy przyzwyczaiły się do zewnętrznego świata zobaczyli istny pogrom. Cały teren przed blokami wypełniony był ciałami Gospodarzy. Większość z nich była w potwornym stanie. Porozdzierana i powykręcana od upadku truchła niekiedy nie przypominały już ludzi. Pojawili się też Grabarze, którzy niczym ogromne mrówki zaczęli skrupulatnie oczyszczać plac.

Drugi pokręcił głową. – Cholera… Co teraz? Nie wiem czy powinniśmy tu zostać.

- Nie powinniście… - westchnął Pierwszy przygotowując się by wtrącić, że powinni go zostawić z tyłu.

- Będzie NAM ciężko stąd uciec. – podsumował Drugi kładąc taki nacisk na drugie słowo, jakby wyczuwał co kombinuje Pierwszy. – Ty jesteś ranny, a Dziewiąty nieprzytomny…

– Razem moglibyśmy stąd uciec tylko samochodem. – stwierdził. - Ale teren jest zbyt niebezpieczny by przeczesywać każde podwórko… Dziewiąty jest za duży i za ciężki by ciągnąć go na prowizorycznych noszach. Ale gdybyście znaleźli taczkę albo wózek…

- Wolałbym samochód… - wtrącił Drugi. – Poczekaj tu chwilę! Rozejrzę się po okolicy…

Pierwszy nie protestował, bo i tak tylko spowalniałby Drugiego. Usiadł więc na murku przed blokiem i zaczął pilnować wejścia.

***

Drugi zniknął na co najmniej godzinę. W tym czasie Czwarty wyjrzał z klatki by sprawdzić co się dzieje, ale gdy Pierwszy poinformował go, że Grzesiek szuka dla nich transportu wrócił z powrotem do Dix. Ponownie został więc sam w towarzystwie martwych Gospodarzy i pojawiających się co jakiś czas Grabarzy.

Istoty niespecjalnie zwracały na niego uwagę skrupulatnie zbierając truchła na swoje kolce i znikając obładowane między blokami. Chociaż dość szybko przyzwyczaił się do tego widoku to był moment w którym nawet on poczuł jak skóra cierpnie mu na plecach. W pewnym momencie trzech Grabarzy zbliżyło się do mocno zmasakrowanego Gospodarza, który skacząc pewnie z ostatniego piętra trafił prosto w betonowy parkan. Jego ciało było jedną wielką miazgą, a ogromna plama krwi rozlana była na metr od miejsca uderzenia. Istoty stając nad nim zaczęły zachowywać się jak sępy walczące o padlinę. Swoimi wielkimi pazurami przeciągały truchło w różne strony aż w końcu zmasakrowane ciało nie wytrzymało i rozerwało się na dwie części. Dwa największe Grabarze złapały fragmenty i odeszły, a trzeci nachylił się nad plamą krwi jaka została po wale i zaczął zlizywać ją z ziemi.

Pierwszy widząc to przymknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył prawie zesztywniał. Tuż obok niego pojawił się jeden z niewykształconych. Głęboki czerwony kaptur zakrywał mu głowę tak, że nie był w stanie dostrzec jego twarzy. Ogromne łapy istoty zakończone były pazurami tak ostrymi, że bez trudu przepołowiły by człowieka. Istota ewidentnie wpatrywała się w niego wydając z siebie przypominające szepty dźwięki.

Pierwszy złapał za broń, a potwór cofnął się wciąż jednak zerkając w jego stronę.

- ODEJDŹ! – wykrzyczał licząc, że spłoszy stwora, ale istota przybliżyła się.

Pierwszy myślał już, że nie uniknie starcia, ale Grabarz ruszył w bok i wchodząc na skwerek pod blokiem, wyciągnął z uschniętych krzaków ciało Gospodarza, którego wcześniej nie widział. Wrzucając je na plecy potwór oddalił się pośpiesznie.

Pierwszy już spokojnie oparł się o drzwi klatki, ale co innego zaczęło go niepokoić. Drugi nie wrócił przez kolejne pół godziny ani przez następną godzinę. Grabarze zdążyli w tym czasie oczyścić cały teren dookoła bloków zostawiając jedynie pojedyncze plamy. W końcu po dwóch godzinach Kamil wyłonił się z klatki mocno zdenerwowany.

- Grześka cały czas nie ma? – spytał jakby ten chował się gdzieś w pobliżu.

Pierwszy kręcąc w odpowiedzi głową sam był już naprawdę zdenerwowany. Gdyby nie to, że z ledwością chodził prawdopodobnie już dawno poszedłby go szukać. W końcu przed wieczorem wszyscy oprócz Dziewiątego stłoczyli się przed wejściem do klatki.

- Myślicie, że Drugiemu coś się stało? - spytała retorycznie Dix.

- Gościu, ty go widziałeś ostatni! Gdzie on jest?! – warknął Ósmy patrząc na Pierwszego jakby ten zamordował go cichaczem.

Niespodziewanie w obronie Pierwszego stanął Czwarty. – Daj mu spokój! Skąd niby miałby wiedzieć? Grzesiek poszedł kołować transport. Może jeszcze szuka albo niewykształceni nie pozwalają mu tu wrócić…

Ponieważ zbliżał się wieczór, a Dziewiąty nie odzyskał przytomności wyglądało na to, że nie będą w stanie ruszyć się nigdzie dalej. Mimo to Pierwszy ciągle czekał przed klatką licząc, że Drugi jednak się odnajdzie. Niestety, gdy tylko zrobiło się ciemno kolejna nieprzespana noc z rzędu zaczęła dawać mu się we znaki. Z wycieńczenia nie tylko bolała go głowa, ale zaczął też na razy tracić świadomość. Wiedział, że nie da już rady czuwać dłużej. Zaczął więc powoli zbierać się by wrócić do bloku, ale gdy tylko się podniósł do jego uszu dobiegł odgłos głuchego uderzenia i pracującego silnika.

Pierwszy poczuł jak przechodzi go zimny dreszcz. - Nie… Tylko nie znowu to coś…- w tym momencie całkiem zesztywniał gotując się aż rumor wypełni okolicę. Tylko że nic takiego się nie stało. W oddali błysnęły błękitne światła, a już po chwili na plac przed blokami wjechało na pełnym gazie policyjne kombi.

Drugi siedzący za kierownicą zamrugał kogutami i parkując przed klatką opuścił szybę. – Zbieraj ich! Uciekamy!

Pierwszy pokręcił głowa z niedowierzaniem. Drugi musiał przedostać się aż pod komisariat. – Dlaczego? Dlaczego tak ryzykowałeś? – spytał.

- Bo nie miałem zamiaru cię tutaj zostawić. – odparł.


251 wyświetleń35 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie