Krańcowo III - Prolog.

Aktualizacja: 3 dni temu

Nikt z mieszkańców Nowego Świata, nie spodziewał się, że coś jeszcze może zakłócić sposób w jaki żyło się w Krańcowie. Zarzecze, choć było miejscem które często wspominano i o którym tworzono liczne legendy, wszyscy traktowali tak samo jak Zatorze. W głowie większości rodziła się dokładnie ta sama myśl. Gdy już zostanie odnaleziony sposób na przedostanie się przez rzekę, to po drugiej stronie będzie dokładnie ten sam świat, z tymi samymi niewykształconymi i podobnymi pustymi ulicami.

By przekonać się, jak błędne było to myślenie, mieszkańcy ‘’Centralnego’’ Krańcowa nie musieli długo czekać. Pochwycony po zniszczeniu autobusu Zwiadowca, po wielu dniach przesłuchiwań wyjawił bowiem straszną prawdę. Zarzecze nadchodziło nie mając zamiaru negocjować. Większość ludzi po tej stronie miała zostać zabita, by miejsca i zasobów wystarczyło dla nowych mieszkańców.

Ta przerażająca wizja sprawiła, że nawet najbardziej zatwardziali samotnicy i wolne tria, zaczęli szukać miejsc w dużych skupiskach. Wspólnota, Sojusz bloków, Grobelni, a nawet Defekt i Armia Daniela, przeżywali istny najazd nowych rekrutów. Z tego samego powodu, pojawiły się nawet pogłoski o czymś co do tej pory wydawało się nie do pomyślenia – Sojuszu wszystkich frakcji.

To co zrodziło się jako plotka, z kolejnymi dniami zaczęło przybierać bardziej realną formę. Uwieńczeniem tego był Daniel stojący pod wieżą ciśnień, dawną siedzibą Defektu.

Lider Armii spoglądał z podziwem na strzelistą konstrukcję, uśmiechając się delikatnie. Jego prawa ręka Cichy, stojący tuż obok, nie wyglądał na tak pewnego.

- Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni byłem w tej części miasta – stwierdził Daniel, wspierając się pod boki a jego wzrok, powędrował ku szpicy na szczycie wieży.

- Ja natomiast dalej nie uważam, żeby to był dobry pomysł…. – westchnął Cichy, rozglądając się nerwowo po okolicy. – Wchodzimy do jaskini lwa…

Daniel uśmiechnął się znacznie szerzej, spoglądając na swojego kompana. – Imię mnie zobowiązuje, zresztą jeżeli mają potraktować nasze propozycje poważnie. Muszę je przekazać osobiście – dodał, po czym spojrzał na zegarek. – Chyba już czas – powiedział i skinieniem głowy zachęcił Cichego by ruszyli.

Tuż za mężczyznami, kroczyła gromada Braci w biało czarnych mundurach, kierując się wprost na bramę Wspólnoty.

Ten widok, momentalnie zmroził strażników. Chodź wizyta delegacji ze Strefy Głodu, była zapowiedziana, nikt nie mógł spodziewać się samego Daniela i jego świty. Wartownicy zacisnęli nerwowo ręce na swojej broni. Stojący najniżej ze wszystkich, strażnik bramy zesztywniał spoglądając na zbliżającą się gromadę.

Daniel wysunął się jako pierwszy, podchodząc do mężczyzny. – Wydaję mi się, że miałem rezerwację – powiedział spoglądając wyzywająco.

- Oczywiście… tak – odpowiedział strażnik, nie będąc w stanie ukryć zdenerwowania. –… ale nie mogą wejść wszyscy…- dodał głosem, który brzmiał dużo bardziej jak pytanie niż stwierdzenie.

- Spokojnie, Bracia poczekają na mnie za murami, ze mną wchodzi tylko Cichy. Nie jestem już taki młody, potrzebuję kogoś by podtrzymał mnie w drodze do drzwi – zakpił dowódca.

Stojący z tyłu bracia, ryknęli śmiechem.

Strażnik otrząsnął się nieco i próbując zabrzmieć pewnie dodał po chwili. – Musicie też oddać broń!

Daniel popatrzył na niego z politowaniem, mówiąc. – Oczywiście. Wasze podwórko, wasze zasady...- stwierdził, odpinając pas z pistoletem. Gdy jednak podawał go strażnikowi chwycił go nagle za przedramię przysuwając do siebie. - …chociaż, gdybym miał być szczery. To jakby naszła mnie ochota was pozabijać, ta broń tylko by mnie ograniczała… - wyszeptał.

Przestraszony strażnik próbował wyrwać się ze wszystkich sił, gdy więc Daniel wypuścił nagle jego rękę, przewrócił się potykając o krzesło.

Dowódca Armii spojrzał na niego i z niewinną miną spytał – to którędy wchodzimy?

Autobus służący za bramę wycofał się po chwili, a delegacja ze Strefy Głodu weszła na teren Wspólnoty.

- Fajnie zobaczyć to miejsce, zanim zrównam je ostatecznie z ziemią – stwierdził Daniel, a Cichy pokręcił głową.

– Najpierw musimy rozwiązać inny problem, więc proszę pozostańmy skupieni…- Daniel słysząc słowa podkomendnego westchnął ciężko. – Szybko się zestarzejesz jak będziesz taki poważny - odparł.

Do mężczyzn doszedł w tym czasie jeden ze strażników. – Spotkanie odbędzie się w budynku baru, proszę za mną…- powiedział niepewnie i nieco zbyt szybkim krokiem ruszył w kierunku wejścia. Daniel i Cichy, bez słowa sprzeciwu poszli za nim.

We wnętrzu było praktycznie pusto. Jedynie przy oddalonym w rogu stoliku siedziała jakaś postać. Daniel natychmiast skupił na niej wzrok. Ubrany w szarą bluzę i kamizelkę kuloodporną mężczyzna wysunął się do przodu, tak by złapało go światło wpadające przez okno.- Kopę lat bracie Danielu – powiedział Krzak.

Lider Armii uśmiechnął się podchodząc. – Krzysiek… cóż za niespodziewane spotkanie! Słyszałem, że ze Wspólnotą ostatnio ci wcale nie po drodze. Choć gdy dotarła do mnie ta szczera deklaracja, że żałujesz odejścia... Chłopie! Prawie miałem ochotę, dać ci drugą szansę.

Krzak podniósł się z miejsca, stając naprzeciw swojego dawnego przywódcy. – Więc to też do ciebie dotarło, w każdym miejscu jest jakiś twój szpieg? – spytał z przekąsem.

Daniel popatrzył na niego badawczo. – Ja jestem dobrym płatnikiem, a ludzie we Wspólnocie są cholernie nielojalni.

- To fakt… - odparł Krzak z wyraźnym zawodem.

Cichy zbliżył się, podchodząc z prawej strony wodza. – Więc zacząłeś już piąć się w górę? Bycie gonicielem w Sojuszu bloków nie wystarczyło? – spytał z wyraźną kpiną.

Krzak poprawił swoją kamizelkę kuloodporną. – Mylisz się, jestem tu tylko w formie przewodnika. Nie interesuję mnie już żaden rodzaj przywództwa.

- Przewodnika dla kogo? – spytał Daniel.

- Dla mnie… - odpowiedział jakiś głos z głębi baru.

Od strony kuchni, wyszedł właśnie bardzo niski i szczupły mężczyzna w okularach. Swoją posturą i twarzą przypominał nastolatka. Choć pojawiające się zakola, broda i dość szorstki głos, zdradzały, że jest znacznie starszy niż można by przypuszczać.

- Boruta… - powiedział Daniel przyglądając się przybyszowi. – Podobno tak rzadko opuszczasz Sojusz Bloków, że niektórzy mieli już wątpliwości czy naprawdę istniejesz.

Niski mężczyzna zbliżył się pewnie do Lidera Armii, stając prawie naprzeciw niego. – Swoimi błędami, chronię cały Sojusz Bloków, nie mogę więc pozwolić sobie na zbyt częste dyspensy. Z drugiej strony, podejrzewałem że jednak się pojawisz. Uznałem więc, że lepiej jak będzie tutaj ktoś, kto będzie w stanie cię powstrzymać.Tak na wypadek, gdybyś chciał nam zgotować tu jakąś niespodziankę…

Daniel słysząc to cofnął się o krok i wyciągnął rękę jak do powitania. Boruta popatrzył na nią przez chwilę, po czym chwycił pewnie. Mężczyźni ściskali swoje dłonie, nie była to jednak zwykła wymiana grzeczności. Obaj przywódcy wpatrywali się pewnie w swoje oczy, a ich ubrania drgały podnoszone jakąś dziwną siłą.

- Niesamowite – powiedział Daniel. – Nie sądziłem, że Sojusz Bloków skrywa kogoś o tak potężnej Woli…

Boruta uśmiechnął się zadowolony, gdy nagle stało się coś dziwnego. Twarz Daniela zmarszczyła się, jego ubranie zadrgało jak smagane wiatrem. W tym samym momencie, szef Sojusz Bloków wyrwał swoją rękę, jakby dotykał czegoś gorącego. – KURWA MAĆ! – krzyknął, spoglądając na wewnętrzną stronę swojej dłoni. – Z czego do cholery czerpiesz tę Wolę…

Daniel zmrużył oczy przyglądając się mężczyźnie, gdy nagle do baru weszła kolejna postać.

Dix, wkroczyła do środka w towarzystwie jakiegoś Defektowca. Rana postrzałowa ciągle musiała dawać się jej we znaki, bo wspierała się w całości na swoim kompanie.

- Piąta! – zawołał natychmiast Daniel, zapominając o Borucie i zbliżył się do dziewczyny. – Tyle czasu, a ty ciągle wyglądasz jak nastolatka. Powiedz, to jakiś krem na zmarszczki? Czy po prostu defekt?

- Daniel – odparła Dziewczyna. – Dalej otaczasz się miernotami, by poczuć się jak król? Czy po prostu lubisz towarzystwo równych sobie?

Lider Armii uśmiechnął się złowieszczo. – Jedynymi miernotami z jakimi miałem styczność, była Pierwsza Grupa, ale o tym wiesz najlepiej w końcu sama w niej byłaś.

Dix szykowała się już, by coś odpowiedzieć, ale tuż za nią do baru weszła kolejna osoba.

Mężczyzna nie wiele niższy od Maciejewskiego, łysy i ogolony gładko jak papier. Do tego ubrany w policyjny strój do walki z tłumem.

- Marcin Grobelny! – zawołał Daniel. – Coraz bardziej cieszy mnie, że jednak zdecydowałem się przyjść osobiście. Gdyby pojawił się jeszcze Pierwszy, mielibyśmy tu już małe spotkanie legend Krańcowa.

Mężczyzna rozejrzał się surowo po wnętrzu baru, ignorując zupełnie dowódcę Armii. – Dlaczego nie ma jeszcze nikogo ze Wspólnoty? - spytał oschłym głosem.

- Może chcą podpalić budynek, żeby pozbyć się nas wszystkich za jednym razem – zakpił Daniel, siadając na krześle i wyciągając nogi na stół. – Zauważyliście, że tylko nimi nie przewodzi ktoś posługujący się błędami?- stwierdził po chwili.

- Delegat Wspólnoty, powinien zaraz być – stwierdził Krzak.

Zgromadzeni czekali jeszcze chwilę w milczeniu. Po jakiś dziesięciu minutach, pojawił się w końcu przedstawiciel Wspólnoty. Okazał się nim być, nie kto inny jak Sęp, właściciel faktorii handlowej. – Przepraszam, że musieliście czekać. Zrobiło się małe zamieszanie pod bramą, bo wasi ‘’ochroniarze’’ trochę się dołożyli do trzech.

- Dlatego mówiłem, żebyśmy spotkali się w Strefie Głodu…- wtrącił Daniel.

- Żebyś mógł nas wszystkich pozabijać? – odpowiedziała mu natychmiast Dix.

- No proszę, czyli jednak to prawda, że brunetki są domyślniejsze od blondynek - odparł lider Armii.

- DOŚĆ! – zawołał Krzak. – Chyba nie przyszliście tutaj, drzeć koty jak dzieci…

- Mnie tam się to podoba - powiedział Daniel.

Delegat Wspólnoty, odchrząknął. – Posłuchajcie, to dość nietypowa sytuacja. Prawda jest taka, że wszyscy mamy do siebie liczne bóle. Nie mniej, spotkaliśmy się tu z konkretnego powodu, zresztą na twoje życzenia Danielu. Więc może przejdźmy do konkretów?

- Dokładnie! Mów czego chcesz? – powiedziała Dix, celując palcem w stronę mężczyzny. – Myślisz, że po tym wszystkim przekonasz nas do wspólnej walki? Że zaufamy ci w jakikolwiek sposób? Jeszcze kilka dni temu, twój wysłannik próbował zniszczyć Delimerem mury Wspólnoty…

- Źle mnie chyba wszyscy zrozumieliście…- stwierdził Daniel, podnosząc się.

Przechodząc między zgromadzonymi, zbliżył się do okna odwracając do wszystkich plecami. – Nie będzie żadnego zapominania. Nie będzie sojuszu wrogich nacji i walki ze wspólnym przeciwnikiem. Nie jesteśmy polakami i ruskimi z Czterech Pancernych. Dla mnie w większości nawet nie jesteście ludźmi… ale to inna sprawa. Chcę po prostu zawieszenia broni. Każdy niech walczy na własną rękę i nie utrudniajmy sobie tego wzajemnie.

- Boisz się, że przegrasz w bitwie na dwa fronty? A może, że sprzymierzymy się z Zarzeczem? – spytał Boruta, świdrując Daniela wzrokiem.

Daniel prychnął. – Wygram, tę wojnę. Z wami, bez was, albo przeciw wam wszystkim. Nie chcę tylko tracić niepotrzebnie ludzi. Mój Nowy Świat musi być w końcu zamieszkany. A jeśli naprawdę, liczysz na sojusz z Zarzeczem, to powodzenia. Cały obszar po tamtej stronie jest większy niż centralne Krańcowo, Zatorze i Las razem wzięte. Dla swoich ludzi, będą potrzebowali każdego metra bezpiecznego terenu, każdego resetującego się budynku i sklepu… Myślisz, że znajdzie się miejsce dla ciebie i twoich ludzi Boruta?

Lider Sojusz Bloków, słysząc to wyglądał na nieprzekonanego. Daniel odwrócił się i popatrzył groźnie po zgromadzonych. – Dobrze, możemy kontynuować nasz wewnętrzny spór. Jeśli Zarzecze przyjdzie i zaatakuje najpierw H- Market... w co wątpię, bo mamy najsilniejszą armię i najlepszą obronę, to wasze szczęście. Może osłabimy się wzajemnie na tyle, że dacie radę wyeliminować dwa zagrożenia na raz. Jeśli jednak nasz konflikt będzie otwarty, a oni przyjdą i wybiorą na cel którąś z waszych grup, zaatakuję w tym samym czasie. Pełnią swoich sił. Możecie być tego pewni…

- TO JEST SZANTAŻ! – zawołał Sęp.

- I to jawny! - odparł Daniel.

- Nawet jeżeli zgodzimy się na zawieszenie broni, co z wolnymi weteranami? – spytał Grobelny. – Jako grupa, stanowią dużą i dobrze uzbrojoną siłę. Mogą dalej działać przeciw tobie.

- Jeżeli ogłosicie zawieszenie broni, z powodu Zarzecza, weterani zrobią to samo. Zresztą wolni weterani to już mrzonka. Ci którzy mają jeszcze jaja by walczyć już dawno dołączyli się do którejś z naszych grup - powiedział pewnie Daniel.

- Może jednak powinniście rozważyć wspólną walkę – wtrącił Krzak. – Nie wiemy jakimi siłami naprawdę dysponuje Zarzecze. Natomiast oni, wiedzą o nas wszystko. Ich Zwiadowcy przekradają się tu i żyją między nami już od dawna…

Wszyscy zamilkli spoglądając się w ziemię, tylko Daniel skupił wzrok na dawnym liderze Wspólnoty. – Spodziewałem się, że padnie od ciebie taka propozycja. Myślę jednak, że współpraca między ludźmi którzy tak się nienawidzą, to jawny żart... Zawieszenie broni! Nie musicie dawać odpowiedzi od razu, wystarczy, że dacie znak przez radio.

- Przemyślimy twoją propozycję – powiedział Sęp, wzdychając ciężko.

- Cudnie, to do usłyszenia! – powiedział Daniel i razem z Cichym opuścili bar.



176 wyświetlenia7 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie