Koniec...

Cześć... Skorzystam jeszcze z okazji, by po raz ostatni powiedzieć coś o Krańcowie. Napisanie pierwszej książki zajęło mi rok i trzy miesiące, napisanie drugiej, która jest nieco obszerniejsza prawie dwa lata, trzecia której nie skończyłem, zabrała mi kolejnych kilka miesięcy. Jednak od momentu, gdy postanowiłem powalczyć o "marzenia" i spróbować swoich sił w tworzeniu, nie miałem zamiaru żałować czasu. Prawda jest jednak taka, że moje marzenia rozbiły się w kontakcie z rzeczywistością. Nie jestem pisarzem na "pełen etat", pracuje, mam obowiązki a tworzenie tego projektu zabierało mi praktycznie każdą wolną chwilę. Przez cały ten czas najbardziej bałem się nie tego, że stworzę jakąś "grafomańczą" karykaturę, lecz byle jakiego średniaka... Gdybym to, co pisał było; tragedią, ludzie bez skrupułów objechaliby mnie, dając jednoznaczny powód, żeby raz na zawsze rzucić pisanie. Gdybym napisał coś naprawdę dobrego, jakieś wydawnictwo pewnie w końcu by się zainteresowało... ale jedyne co mnie spotykało to cisza. Gdy w końcu postanowiłem opublikować pierwszą część Krańcowa w internecie, wiedziałem że przekreślam sobie możliwość wydania książki w normalnej formie...ale po pierwsze "chciałem wiedzieć" a po drugie, myślałem, że jeśli uda mi się zdobyć tych kilku czytelników mógłbym tworzyć coś dla nich, dla czystej przyjemności. W końcu nigdy nie chciałem zarabiać w ten sposób na życie. Kolejne rozdziały lądowały powoli na stronie, a tam znowu głucho... Czasem jakiś znajomy przystawiony pod ścianę, mówił: Nawet, nawet, to co piszesz... Jedyne pochwały płynęły zaś od ludzi, których zdania ze względu na relację nie mogłem traktować obiektywnie... Błysnęło co prawda kilka promyków, ale blakły w tej nicości bardzo szybko... Nigdy nie miałem wysokiej samooceny, w stosunku do tego, co tworzyłem. Nie jestem człowiekiem, który idzie jak lodołamacz wbrew przeciwności. Spotykając mur, nie próbuję go przebić, ja się od niego odsuwam... Dziś już wiem, że popełniłem błąd, a zamiast pisać, powinienem chodzić regularnie siłownię... przynajmniej dziś wyglądałbym jak człowiek. Teraz to już nie ważne, oficjalnie zamykam projekt, strona nie będzie więcej uaktualniana i zniknie pod koniec tego roku, bo na tyle wykupiona jest witryna. Druga książka niech sczeźnie w szufladzie jako dowód na moją głupotę... Przepraszam jednocześnie tych, którym los Dzikiego nie był obojętny, choć mam szczere wątpliwości czy do bohatera takiego "średniaka" przywiązuję się jakąkolwiek uwagę. Dość już męczenia rodziny i znajomych głupimi marzeniami... Trzymajcie się wszyscy. Pozdrawiam Jarek D.


394 wyświetlenia44 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie