Epilog - Na Zarzecze

Aktualizacja: cze 6

***

Pierwszy stał na szczycie muru Wspólnoty, obserwując drogę przed bramą. Strażnicy, którzy mieli w tym momencie swoje warty, obserwowali go, szepcząc między sobą. Nie byli jednak jedynymi osobami poruszonymi tą niespodziewaną wizytą. Mimo, że mieszkający w tym miejscu ludzie starali się wyglądać na zajętych, oczy każdej przechodzącej osoby skupiały się przynajmniej przez chwilę na sylwetce niezwykłego gościa.

Jeszcze większe poruszenie wywołało pojawienie się Zjawy, która wchodzą po drabinie, stanęła obok mężczyzny. – Wygląda na to, że twój koleżka nie ma zamiaru odpuścić… Chce udać się na Zarzecze…– powiedziała, spoglądając w zamaskowaną twarz mężczyzny.

Pierwszy nawet nie drgnął, szkła w jego masce odbijały okolice niczym dwa lustra. Po długiej ciszy odpowiedział jedynie. – mhm.– dając znak, że zrozumiał. Niezrażona Zjawa, ciągle wpatrując się w niego, spytała. – Masz zamiar iść razem z nim?

Pierwszy westchnął, opuszczając głowę. – Za każdym razem, gdy wpuszczamy kogoś do naszego życia, musimy być wtedy świadomi, że odpokutujemy to przymusem opłakiwania jego odejścia... w ten czy w inny sposób… Nie jestem pewien czy jestem gotów na żal za kolejną osobą.

Zjawa zerknęła zdziwiona na mężczyznę, podnosząc brwi. – Nie spodziewałam się, że jesteś filozofem…

– Raczej marudą… – odparł Pierwszy. – Jeżeli z nim nie pójdę, nie przetrwa na Zarzeczu nawet minuty, a ja nie chcę się jeszcze z nim żegnać.

Zjawa stuknęła niepewnie nogą o podest, po jej twarzy widać było, że zbiera się by powiedzieć coś trudnego. – Powiedz… nie szukacie może trzeciego do waszej eskapady?

– Wolałbym, żeby nie było nawet ‘’pierwszego’’... Poza tym, po co ci to? – spytał, ciągle nie odwracając wzroku od drogi.

Zjawa spojrzała obrażona. – Czy to ważne? Doświadczona najemniczka chce iść z wami, nie biorąc nic w zamian! Korzystaj z okazji, zamiast się dopytywać – warknęła.

Pierwszy milczał przez dłuższy czas. – Dla mnie najważniejsze są motywacje. Jeżeli nie masz powodu by z nami iść, ja nie widzę powodu żeby cię zabierać… – mówiąc to, ruszył w kierunku drabiny, zostawiając dziewczynę.

Zjawa stała przez chwilę zszokowana. Na pewno spodziewała się, że padnie pytanie o jej motywy, ale nie tego, że Pierwszy nie pozwoli jej iść. Odskoczyła natychmiast od muru i zjeżdżając po drabinie, dogoniła mężczyznę. – Poczekaj! Czemu to jest takie ważne? Czemu interesują cię motywy? Chcę iść i już!

Pierwszy zatrzymał się. – Dziki chce ratować Oli, a ja jestem mu do tego potrzebny. Wiem, że mnie nie zdradzi, nie oszuka, nie wbije noża w plecy… Związałem się już z nim, nie chcę żeby zginął… dlatego idę tam ja. A ty? Bez motywów jesteś człowiekiem, który porzuca towarzyszy…

– Chciałabym być w końcu częścią czegoś… – powiedziała dziewczyna, opuszczając głowę. W jej głosie nie było śladu wiecznie towarzyszącej złości. – Zawsze zazdrościłam Autobusowi tego, że są tak zjednoczeni, tego że mimo iż większość jego członków była bezużytecznym balastem i tak trzymali się razem. Dziki chce iść po Oli na drugą stronę rzeki, mimo że nic z tego nie będzie miał… mimo że… po mnie nikt by nie wrócił…– stwierdziła.

Pierwszy obrócił się w stronę Zjawy. – Wiesz, że mieszkańcy Zarzecza mówią na naszą część “raj”? Nie wyobrażasz sobie, jakie niebezpieczeństwa tam czyhają…

– Ty tam byłeś! I wróciłeś! – zaprotestowała dziewczyna. Zamaskowany mężczyzna słysząc to, pokręcił głową. – Wiesz jaka jest moja Pierwotna Wola. – stwierdził. – Zdajesz sobie więc sprawę, że przetrwanie jest wpisane we mnie…

– To znaczy, że mogę iść czy nie? – spytała.

– A co z Siwym? Z twoją posadą najemniczki? Nie szkoda ci luksusów Wspólnoty? – odparł wciąż nieprzekonany Pierwszy.

Widać było, że Zjawa próbuje ułożyć pośpiesznie odpowiedź. Zmarszczyła czoło i zdjęła swoją półmaskę z twarzy. – Ty kryjesz coś pod maską i ja tak samo. Mam już dość swojej Pierwotnej Woli, oddałabym wszystko, żeby ją zmienić. Ciągłe wymuszanie złości, gniewu, rozdrapywanie ran by dostawać białej gorączki… mam po prostu dość. Dla Siwego istnieję tylko kiedy korzystam z błędów, gdyby okazało się, że nie mogę już ich używać… straciłabym wszystko. Zresztą, teraz gdy nie ma już Krzaka, nie minie wiele czasu, zanim Sęp wykopie go ze Wspólnoty… A ja już nie chcę narażać się tylko dla pieniędzy. Obrona Bajkolandii na mieście to był koszmar, wolę spróbować sił z wami…

Pierwszy patrzył na dziewczynę przez dłuższy czas, w końcu jednak odetchnął ciężko. – Skoro tak ci zależy…

***

Zjawa, Dziki i Pierwszy stali naprzeciwko rzeki. Zielonkawa ciecz wyglądała tego dnia na szczególnie gęstą, wydając z siebie mnóstwo syczących dźwięków.

– Jesteś gotowy? – spytał Pierwszy. – Wszystkie sprawy załatwione?

Dziki skinął głową. – Green zatrudnił się u Zoidberga, dzięki temu będzie mógł doglądać Klucza. Dziewczyny z autobusu trafiły pod opiekę Mike’a i dawnych strażników Wspólnoty, więc włos im z głowy nie spadnie. Kuba, Janek i Edek poradzą sobie jako trio, nic więcej załatwić tu nie muszę.

Pierwszy skinął głową, spoglądając na rzekę. – Dobra, wytłumaczę wam jak przez nią przejść. Słuchajcie uważnie, bo szansę będziecie mieli tylko jedną…

Dziki i Zjawa spojrzeli skupieni. Pomyłka oznaczałaby ich śmierć w męczarniach. Pierwszy zbliżył się do rzeki, obracając w ich stronę. – Kiedy odpala się wasza Pierwotna Wola, zaczynacie wyczuwać okoliczne błędy, część jest już w was, zagnieździła się tam w momencie, gdy się pojawiliście. Część tkwi w samym mieście. Im bardziej rozkręcicie swoje emocje, tym na silniejsze błędy możecie mieć wpływ. Dziki. – powiedział, zwracając się do niego.– Twoja wola jest bardzo mało elastyczna, ale silna. Wyobraź sobie, że musisz kogoś zabić po tamtej stronie rzeki. Wzbudź w sobie to szczere pragnienie. Człowiek który porwał Oli… jest tam i zasługuje na śmierć… Natomiast Ty! – zawołał w stronę Zjawy. – Chyba wiesz jak działa Twoja Wola, rozkręć się aż poczujesz rzekę i kontroluj ją jak pozostałe swoje błędy…

– A nie mogę po prostu przestrzelić się na drugą stronę? – spytała. – To spory kawałek, ale chyba czułabym się pewniej niż wchodząc do tego…

– Nie. – odparł natychmiast Pierwszy. – Krańcowo centralne i Zarzecze nie zawsze były połączone. Jeszcze jakiś czas temu działało to jak granica miasta. Ślady tego błędu pozostały w połowie rzeki. Jeśli spróbujesz się przebić siłą, prawdopodobnie zatrzymasz się w połowie i wpadniesz nieprzygotowana w kwas.

Zjawa westchnęła i zamknęła na chwilę oczy. – Kurwa, wiedziałam, że nie może po prostu pójść łatwo. Po co mi to w ogóle było? Chyba jestem jakąś idiotką, że też mnie podkusiło… NIE, ZARAZ, PRZECIEŻ SAMA CHCIAŁAM TAK! BO JESTEM LEPSZA OD CIEBIE LANCE, BO JA NIE ZOSTAWIŁABYM SWOICH TOWARZYSZY NA ŚMIERĆ!!! PIERDOL SIĘ RAZEM Z CAŁYM SOJUSZEM BLOKÓW!

Dziewczyna krzyknęła i z impetem wbiegła w rzekę. Dziki patrzył zszokowany, jak przechodzi w kwasie, wstrzymywana jedynie przez nurt.

– I jak? – spytał Pierwszy, zerkając na niego.

Dziki starał się ze wszystkich sił. Wyobrażał sobie Modrzewa, Marco, mężczyznę, który zabrał Oli. Starał się wycisnąć z siebie jakąkolwiek wolę zabicia go, ale ta nie pojawiała się. Nie był mordercą, nie był zły…

– Ja chyba… ja chyba nie dam rady…– wydukał Dziki.

– Cholerny świat…– westchnął Pierwszy. – Będę musiał cię przenieść…

– Błędami? – spytał Dziki.

– Na plecach…– odparł Pierwszy i pochyliwszy się, wrzucił sobie Dzikiego na barki. – Tylko się nie szarp, jak się potknę, koniec z tobą….

Mężczyźni ruszyli przez rzekę, znikając po chwili po drugiej stronie…





187 wyświetlenia7 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie